niedziela, 7 lutego 2016

[7] "Słyszę głośny śmiech Strażnika"

Perspektywa Clary:
Wraz z Jace'em weszliśmy do jednej z nowojorskich restauracji. Usłyszałam cichy dźwięk dzwonka, który uruchomił się po otworzeniu drzwi. Wzrok wszystkich gości skierował się na nas, dosłownie pożerając nas wzrokiem.
- Podziemni - szepnęłam, zaciskając bardziej swoją dłoń na ramieniu blondyna.
- Nie bój się, chronią nas Porozumienia.
- Zawsze mogą je złamać - skrzywiłam się na samą myśl o tym.
- Nie, gdy w pobliżu są również Przyziemni - dopiero po jego słowach zauważyłam dwóch normalsów w rogu pomieszczenia, których wzrok również był skierowany na nasze osoby.
- Widzą nas - stwierdziłam, unosząc naturalnie kąciki ust w górę.
Weszliśmy w głąb pokoju, podchodząc do lady.
- Stolik dla dwojga - ach, zawsze chciałam to usłyszeć z ust ukochanego. Zwłaszcza takim tonem, jakim wypowiedział to Jace. Mówił to tak spokojnie, wyraźnie, podkreślając dokładnie każde słowo.
Lecz czar prysł, nim urocza kasjerka zdążyła podać nam menu. Blondyn uklęknął, trzymając się kurczowo z lewej strony klatki piersiowej. Jego mina wyrażała bóli cierpienie, szczęka silnie się zacisnęła, podobnie jak lewa dłoń. Oddychał szybko, jakby próbował tym uspokoić swoje odczucia.
Przełożyłam swoją torebkę przez głowę, rzucając ją w bok, nie zważając na to, gdzie wyląduje. Uklęknęłam obok niego, obejmując go ramieniem i dając gwarancję na swoją obecność.
- Co się dzieje? - szepnęłam przez zaciśnięte zęby.
- Parabatai - wypowiedział, lecz po chwili znów padł na ziemię, dusząc się własną śliną.
Nim zdążyłam wyjąć stelę zza paska, który idealnie ukryłam pod sukienką, zauważyłam jasny dym unoszący się nad głową Jace'a. Nim zdążył zmieszać się z powietrzem i zniknąć na dobre, utworzył runę parabatai, co nie oznaczało nic dobrego.
- Alec - szepnęłam, zasłaniając ręką usta. Moje oczy mimowolnie zaszły łzami, które od razu spłynęły po moich policzkach. Usta zrobiły się dziwnie sine, a przez ciało przeszły mnie dreszcze. Moja wyobraźnia przedstawiała mi najróżniejsze wspólne momenty, jakie przeżyłam z Aleciem.
I choć wiedziałam, że nie żyje, serce podpowiadało mi co innego. Czułam, że niedługo znów zapali się jego świeca, która zaprowadzi go z powrotem do nas, byśmy mogli zacząć wszystko od nowa...
Czekał tylko na odpowiedni moment, by na nowo pojawić się w naszym świecie.
I ten moment miał nadejść już niedługo. A przynajmniej tak podpowiadała mi moja podświadomość.

Perspektywa Jace'a: 
Resztę wieczoru spędziliśmy w ciszy, przysłuchując się tylko rozmowom innych. Żadne z nas nawet nie westchnęło, ani nie pociągnęło nosem. Wpatrywaliśmy się w jeden punkt, pozwalając sobie jedynie na łzy i własne myśli.
Runa parabatai, znajdująca się kiedyś nad moim sercem, zniknęła. Przybrała barwę koloru mojej skóry, wypalając nie tylko siebie, ale i mnie, tyle że od środka. Wypaliła ze mnie wszystko, co uważałem za drogie. Zabrała ze sobą osobę, która jako jedyna, gdy trafiłem przerażony do Instytutu, zaakceptowała mnie i nauczyła różnych ciekawych sztuczek. Zostawiła po sobie tylko wspomnienia, które będą od dzisiaj wywoływać tylko łzy. Zniknie radość, szczęście i uśmiech, a na ich miejsce wstąpią łzy, ból i cierpienie po utracie połowy własnej duszy.
Od teraz pojawią się setki pytań, nastroje i emocje zmienią się bardzo szybko, nawet jeśli będzie przy mnie Clary. Zgubię się w pustce, która zostanie i w uczuciach, których doświadczę. Będę szedł przez kolejne fazy swojego życia, nie zatrzymując się na niczym, co jeszcze kiedyś uważałem za ważne. Po prostu będę szedł drogą oświetloną przez małe świece, które z biegiem czasu będą coraz to bardziej wypalone, aż w końcu dojdę to tego okresu, w którym wszystkie świece będą zgaszone, a ja zostanę sam, w ciemnej pustce. Pochłonie mnie śmierć, a ja, nadal nie rozumiejąc czemu, będę albo szczęśliwy, albo smutny.
Wreszcie poczułem przyjemne ciepło na swojej dłoni. Ciepło, które wyrwało mnie z rozmyśleń i sprawiło, że powróciłem do życia. Spojrzałem na smutny wyraz twarzy rudowłosej oraz na nasze splecione ręce.
- Przepraszam - szepnąłem, starając się wymusić uśmiech, który nie zjawił się tak szybko, jak na twarzy mojej uroczej dziewczyny.
- Powinniśmy iść - powiedziała po chwili, na co skinąłem głową.
Zasunęliśmy krzesła, żegnając się z kelnerką, po czym wyszliśmy za zewnątrz, znów słysząc delikatne brzmienie dzwonka. Dotknąłem nieświadomie swojej klatki piersiowej, patrząc w dół, jak powiew wiatru kołysze źdźbłami trawy.
- Hej - powiedziała cicho Clary, kładąc swoją dłoń na moim ramieniu - Nie mogę patrzeć na to, jak cierpisz.
Po jej słowach ułożyłem swoją dłoń na jej, krzyżując nasze palce ze sobą i tym samym strącając je ze swojego ramienia. Odwróciłem się przodem do niej, drugą dłonią kładąc na jej rozgrzanym policzku i nachylając się delikatnie, złączając nasze usta w pocałunku. Wsłuchałem się w jej przyśpieszony oddech i bicie serca, dzięki czemu złapałem z nią wspólny rytm.
Po długim pocałunku, nadal przytuleni do siebie, ruszyliśmy w stronę Instytutu.
- W jaki sposób powiemy to Izzy? - spytała nonszalancko, odwracając swoją głowę w moją stronę.
- Nie powiemy.
- Jace, musimy...
- Ona nie może cierpieć, już dosyć, że widzę, w jakim stanie jesteś ty.
- Prędzej, czy później i tak się dowie, a wtedy my będziemy za to odpowiedzialni - odrzekła, puszczając moją dłoń i chowając ją do kieszeni.

Perspektywa Izzy:
Obudziłam się z słuchawkami na uszach i telefonem pod tyłkiem, próbując sobie przypomnieć wczorajszą, a raczej dzisiejszą noc. Odłożyłam urządzenia na szafkę nocną, siadając następnie na brzegu łóżka i ubierając swoje ciepłe kapcie w króliczki. Wstałam, odgarniając włosy do tyłu i ruszyłam do toalety. Wrzuciłam swoją kolorową piżamę do kosza na pranie, wchodząc później do brodzika i zamykając za sobą drzwi od kabiny prysznicowej. Po chwili poczułam na sobie ciepłe strugi wody i ulatniający się zapach płynu do kąpieli. Zamknęłam oczy, gdy mydliny znalazły się w ich okolicy.
Dodatkowo umyłam również swoje średniej długości włosy, by nie musieć robić tego później. Unoszący się kwiatowy zapach niedawno kupionego szamponu sprawiał, że czułam się jak w SPA, choć nigdy tam nie byłam. Nie potrzebuję jakiś salonów kosmetycznych, by być piękna. Wystarczy mi tylko moja paletka, pędzle, cienie do powiek, moje ulubione szminki i inne kosmetyki, które walają się po całym pokoju, bo zaczynają nie mieścić się w szufladzie. Chyba wypadałoby zrobić jakieś małe porządki...
Po skończonej kąpieli dokładnie wytarłam swoje ciało, nawilżając je następnie pierwszym lepszym kremem o idealnej konsystencji.
Nałożyłam na siebie szlafrok i wyszłam z łazienki. Błądziłam wzrokiem po pokoju, szukając suszarki i prostownicy, by doprowadzić moje włosy do ładu. Gdy podłączyłam oba urządzenia do gniazdka, by zdążyły się odpowiednio nagrzać, podeszłam do szafy. Przykładałam różne topy i koszulki do siebie, by znaleźć tę, która będzie pasować do wcześniej wybranych spodni. Doszłam do wniosku, że dziś ubiorę się na biało. Skoro nie ma już Zasady Kolorów, mogę ubierać się tak, jak chcę i żadne Clave mi tego nie zabroni. I tak miałam wyjebane na ich reguły...
Zeszłam na dół, by przygotować śniadanie dla siebie i reszty, ale że nadal nie nauczyłam się dobrze gotować, wyjęłam z lodówki paczkę parówek i ketchup. Prościej się chyba nie da, skoro nie ma się mleka i płatków śniadaniowych z Chocapik.
Ułożyłam wszystkie parówki na talerzu i włożyłam je do kuchenki mikrofalowej na jakieś 20 sekund. Po usłyszeniu charakterystycznego dźwięku otworzyłam metalowe drzwiczki i zaczęłam nacinać w odpowiednich miejscach kiełbaski. Po kilku minutach pracy powstało kilka uroczych ośmiorniczek, które ułożyłam delikatnie na liściach sałaty, następnie ozdabiając wszystko odrobiną ketchupu.
Położyłam wszystko na stole w jadalni, łącznie z kubkami mineralnej wody i włączając muzykę ze stereo czekałam na resztę przyjaciół.
Nim zdążyłam usiąść na kanapie, usłyszałam dzwoniący telefon. Kliknęłam zielony przycisk, przykładając słuchawkę do ucha.
- Jia?...Tak, to ja...No, słyszałam, że wychodził, ale...Zaraz, co?...Mów wolniej, nic nie rozumiem...
W jednej chwili zawalił się cały mój świat. Do oczu napłynęły mi łzy, których nie mogłam pohamować. Puściłam słuchawkę telefonu, pozwalając na to, by przed upadkiem uratował ją długi kabel. Patrzałam, jak kołysze się to w lewo, to w prawo, obijając się o ścianę i wydając charakterystyczne dźwięki. Uklęknęłam, krzycząc i klnąc co chwilę. Słowa wypowiedziane przez Jię przechodziły przez moją głowę, doprowadzając mnie do skrajnej obsesji.
"Alec nie żyje".
"Alec nie żyje".
"Alec nie żyje".
Podeszłam do stołu, ciągnąc za biały obrus i strącając tym wszystko, co na nim było, łącznie ze śniadaniem. Oddychałam ciężko, szarpiąc za swoje włosy, mało co ich nie wyrywając.
W końcu uklęknęłam, wydając z siebie jęki. Dusiłam się własną śliną, nie mogłam złapać oddechu. Nie miałam siły, by podejść do okna, byłam sparaliżowana własnym strachem i cierpieniem. Moja podświadomość była zamknięta, nie dawała żadnego znaku życia. Czułam, jak moje serce rozrywane jest na pół, potem zszywane, a potem znów rozrywane. Własna psychika bawiła się moimi uczuciami. Czułam się jak jakaś wariatka, którą należy zamknąć w psychiatryku, by nie zrobiła sobie krzywdy.
Byłam po prostu bezbronna...

Perspektywa Simona:
Obudziłem się z silnym bólem głowy na trawniku. Przymrużyłem oczy, czując na sobie promienie słońca. Wstałem, otrzepując się z piachu i ździebeł trawy. Mój wzrok błądził po okolicy, zatrzymując się na wysokim budynku.
- Instytut - wyszeptałem zadowolony z siebie. Przynajmniej nie będę musiał iść z buta kilkaset metrów drogi. Ruszyłem w jego stronę, wkładając ręce do kieszeni i trafiając na kartkę.
Dziwne - pomyślałem - jedyne, co noszę w kieszeni to telefon i klucze.
Rozwinąłem papierek i zacząłem czytać.
"Nocni Łowcy są strasznie naiwni, gdy są pod wpływem alkoholu. Szczególnie ci ze złamanym sercem."
Na dole widniało kilka odcisków kłów oznaczonych kroplami świeżej krwi.
Cholera - pomyślałem - przespałem się z Wampirem.
I ruszyłem dalej, rzucając kartkę papieru za siebie.
- Simon! - usłyszałem znajomy, męski głos. Gdy się odwróciłem zobaczyłem Clary biegnącą w moim kierunku. W ostatniej chwili zdążyłem ją złapać i okręcić dookoła własnej osi.
- Przepraszam - szepnąłem, odstawiając dziewczynę na ziemię. Ta tylko przewróciła oczami, uśmiechając się sztucznie, lecz nie zamierzałem pytać o co chodzi.
W trójkę ruszyliśmy do Instytutu, zatrzymując się przy jego progu. Usłyszałem głośne krzyki,płacz i dźwięk rozbijanego szkła.
- Też to... - nim zdążyłem dokończyć zdanie, ci gwałtownym ruchem otworzyli drzwi i wbiegli do środka, sprawnie omijając wszystkie przeszkody.
Pobiegłem za nimi, by spróbować samemu znaleźć rozwiązanie tego dziwnego zachowania. Stanąłem w głębi pokoju, widząc tylko jak Clary rzuca się ku Isabelle, obejmując ją ramieniem. Brunetka była cała roztrzęsiona, jej białe ubranie było zakurzone i ubrudzone krwią, co oznaczało, że musiała się o coś skaleczyć. Faktycznie, w salonie porozrzucane były odłamki szkła, poduszki leżące w kącie były brudne od tuszu do rzęs, obrus jednym z rogów trzymał się na górze szafy, a kanapa i krzesła były poprzewracane. Ogółem rzecz biorąc cały salon wyglądał jak po włamaniu.
- Powiecie mi w końcu o co tu chodzi?! - warknąłem, lecz znów nie otrzymałem odpowiedzi. Kopnąłem z całej siły w pobliskie krzesło, wychodząc wściekły z pomieszczenia. Usłyszałem tylko głośniejszy płacz Izzy oraz ciche westchnięcie.
Po chwili poczułem czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odwróciłem się w kierunku blondyna, który zaszczycił mnie swoją obecnością.
- Jesteś tu by mi potowarzyszyć czy po to, by wyjaśnić to całe zamieszanie? - spytałem, przełykając głośno ślinę, jakbym wcale nie chciał tego powiedzieć.
Jace znów westchnął, zdejmując marynarkę i rozpinając kilka guzików koszuli. Odchylił lekko jej materiał, ukazując wyblakłą runę parabatai.
- Kurwa - syknąłem, zaciskając zęby. Uderzyłem pięścią w mur Instytutu, wyrzucając z siebie całą złość. Ponowiłem czynność kilka razy, dopóki moja dłoń nie zaczęła drętwieć i robić się sina.
- Już rozumiesz? - spytał Jace, lecz gdy nie uzyskał ode mnie odpowiedzi, poklepał mnie po plecach i zniknął za drzwiami.
Wypuściłem głośno powietrze z ust, łapiąc się za końcówki włosów. Zacisnąłem następnie silnie zęby, rozglądając się dookoła. Ostatni raz kopnąłem w kamień, patrząc, jak ląduje pod kołami samochodu, po czym poszedłem w ślady Jace'a.

Perspektywa Aleca:
A więc tak kończy się moja historia, którą zacząłem budować całe dziewiętnaście lat temu? Tak kończy się moje życie, na które miałem tyle planów? Tyle marzeń?
Widzę, jak strzała przekłuwa na wylot moje serce. Czuję ból, jaki zadano mi w głowę. Słyszę łkanie bliskich mi osób.
Moja runa parabatai zaczyna blaknąć, stawać się coraz bardziej niewidoczna. Nie chcę tego. Nie chcę wiedzieć, że to już koniec. Nie chcę patrzeć na zapłakane twarze przyjaciół i rodziny. Nie chcę, by czuli tylko moją duchową obecność.
Przez głowę przelatuje mi tysiące myśli, tysiące wspomnień.
A ja czuję pustkę, bo z każdą sekundą jestem bliżej śmierci.
Idę ścieżką oświetloną przez świece. Z każdym krokiem są coraz bardziej wypalone.  
Próbuję się ruszyć, lecz nie potrafię. Jestem sparaliżowany. Słyszę głośny śmiech Strażnika. Już wypełniam nieświadomie jego polecenia. Zmierzam w jego kierunku, by zaraz móc obudzić się w płomieniach piekielnego ognia.
Odliczam sekundy wolności.
1...2...3...
To koniec. Nie ma już nic. Jesteśmy wolni. Możemy iść.
Słyszę coraz głośniejsze krzyki, coraz głośniejsze wołanie.
"Witaj w piekle".
"Witaj w piekle".
"Witaj w piekle".
A więc to naprawdę koniec...

*przekleństwa użyte w tym rozdziale są konieczne na odmienną fabułę i charakter bohaterów*
Przepraszam, że musieliście czekać cały tydzień, a nawet więcej, ale w okresie szkoły naprawdę nie mam czasu na pisanie, bo jestem zawalona nauką - przysięgam. Mimo to w wolnej chwili obiecuję, że będę pisać, by być chociaż kilka zdań do przodu.


+LBA x2, za które serdecznie dziękuję Veronice Hunter (klik) i Unlucky Girl (klik) 💕
Pytania od Veronici Hunter:
1. Co cię motywuje do dalszego pisania?
Komentarze, nic więcej. Każdy blogger wie, jak bardzo opinie w postaci komentarza są ważne. Dzięki temu wiadomo, czy to, co tworzysz faktycznie podoba się ludziom, czy może są jakieś niedociągnięcia, które należy poprawić.

2. Czytasz od czasu do czasu jedne ze swoich starych rozdziałów?
Tak szczerze to nie, chyba że dostaję wiadomości o jakimś drobnym błędzie.

3. Gdzie chciałabyś pojechać w te wakacje? Dlaczego?
Nie licząc krajów za granicą - gdzieś nad morze. Jestem osobą zakochaną w zachodach i wschodach słońca, a miasteczko nad morzem dałoby mi pełny dostęp do podziwiania tego zjawiska i cykaniu zdjęć. W ten sposób połączyłabym dwie pasje w jedno!

4. Czego najbardziej się bałaś, przed założeniem bloga?
To chyba oczywiste, że bałam się negatywnego odbioru ze strony czytelników, jeśli chodzi o poprzedniego bloga. Gdy zakładałam tego jakoś nie miałam żadnych szczególnych obaw.

5. Pisanie to twoje hobby czy pasja?
Pasja.

6. Która cecha Twojego charakteru najbardziej cię denerwuje?
Nie umiem wybrać, więc może wybiorę kilka: nieśmiałość, ciekawość, słabe nerwy, wrażliwość.

7. Jesteś typem nocnej sowy czy porannego skowronka?
Nocna sowa, choćby dlatego, że czynności, które powinnam wykonywać w dzień, wykonuję w nocy, nie zważając już na to, że wolę księżyc od słońca i ciemność od jasności, mimo tego, że strasznie ciemności się boję.

8. Jakie jest twoje największe marzenie, jako blogger?
Osiągnięcie jak największej liczby odsłon oraz wiadomość o chęci założenia współpracy. Połączenie pasji z pracą to coś wielkiego, co szanuję pod każdym względem.

9. Ulubione pomieszczenie w domu?
Mój pokój. Tylko w nim czuję się bezpiecznie, to tutaj zawarte są moje wszystkie sekrety, moje wspomnienia oraz ukryte pasje (taniec, śpiew), które nie wychodzą poza próg mojego królestwa.

10. Ulubiony owoc?
Truskawki 💕

11. Ulubiony kolor?
Czarny, biały, pudrowy róż i pastelowy fiolet 💕

Pytania od Unlucky Girl:
1. Masz jakieś inne hobby/pasje poza pisaniem?
Taniec, śpiew, rysowanie i fotografowanie 💕

2. Co sprawia Ci największą radość?
Słuchanie muzyki.

3. Jaki masz sposób na błyskawiczne poprawienie humoru?
Wygadanie się przyjaciółce/przyjacielowi. To zawsze pomaga, a przynajmniej mi. Prócz tego ci, którzy mają swoich idoli, mogą posłuchać ich piosenek, pooglądać ich uśmiechnięte twarze na zdjęciach itp. :)

4. Ulubiona pora roku.
Zima/jesień.

5. Gdybyś mógł/mogła ze wszystkich sławnych ludzi na świecie spotkać się z jedną, kto by to był?
Bars and Melody 💕

6. Ulubiony kolor.
Czarny, biały, pudrowy róż i pastelowy fiolet 💕

7. Pies czy kot?
Pies.

8. Czym się inspirujesz przy pisaniu?
W zasadzie niczym. Piszę po prostu to, co w danym momencie przyjdzie mi do głowy.

9. Ulubiona piosenka?
Aktualnie "Stay Strong".

10. Matematyka czy polski?
Polski.

11. Czytasz wszystko czy zamykasz się w jednej określonej kategorii?
Wszystko, ale zazwyczaj kategorią jest Fantasy/Romans.

Ja nominuję:
http://the-mortal-instruments-the-otherstory.blogspot.fi/
http://clace-love-story.blogspot.com/?m=1
http://alexxxowe-twory.blogspot.com/
http://zareczyny-clary-jace.blogspot.com/
http://ukrytetajemnice.blogspot.com/

Moje pytania:
1. Masz swoją parabatai? Jak ma na imię?
2. Wolisz obsadę serialową, czy filmową? Dlaczego?
3. Masz jakieś plany po zakończeniu bloga?
4. Ile książek przeczytałaś w tym roku?
5. Masz swojego idola? Kto to?
6. Gdybyś miała wybrać jakąś nadnaturalną moc, co to by było?
7. Ulubiona rasa z książek?
8. Jaka jest twoja ulubiona słodkość?
9. Wymarzony prezent urodzinowy?
10. Gdybyś była czytelniczką swojego bloga, a nie właścicielką, jaką miałabyś o nim opinię?
11. Twoi rodzice wiedzą, że posiadasz bloga? Jeśli tak, to jak to odbierają?

sobota, 30 stycznia 2016

[6] "ONI tutaj są"

Na wstępie chciałabym gorąco zaprosić wszystkich fanów smoków, magii i czarodziejów na tego bloga (klik).
A teraz... miłego czytania, a ja lecę dalej świętować swoje imieninki!
Wszystkiego najlepszego dla moich imienniczek!

Perspektywa Clary:
Obudziłam się w objęciach Jace'a. Na samą myśl, co się wydarzyło wczoraj wieczorem przechodzą mnie dreszcze. Serce bije mi równie szybko, jak kilka godzin temu. Przetarłam nadal zmęczone oczy i powoli wyspowodziłam się z oplatających moje ciało ramion blondyna. Wstałam, starając się go nie obudzić i o dziwo mi się udało. Przeszłam kawałek dalej, do łazienki. Weszłam do brodzika, który był dużo głębszy niż mój i zamknęłam za sobą skrzydła kabiny. Namydliłam swoje ciało, następnie dokładnie je nawadniając, a potem wysuszając ręcznikiem. Nałożyłam na swoje palce trochę kremu i nawilżyłam skórę, która wydawała się strasznie sucha. Okryłam się ręcznikiem i wyszłam z toalety, nie zważając na to, czy Jace nadal śpi, czy nie. Ustałam na środku pokoju i zbadałam każdy element ciała chłopaka. W niektórym miejscach widniały ślady po moich paznokciach, a w jeszcze innych lekkie zaczerwienienia, jakbym trzymała się kurczowo jego ramion i klatki piersiowej. Odszukałam wzrokiem moją bieliznę, którą wczoraj Jace rzucił w bok, nie dbając o to, gdzie wyląduje. Ubrałam szybko majtki i biustonosz, po czym odłożyłam ręcznik na miejsce i jakby nigdy nic - wyszłam, zostawiając go samego.
Powędrowałam korytarzem do mojej sypialni. Wiedziałam, że razem z Jace'em jesteśmy jedynymi osobami, które teraz przebywają w Instytucie. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i zamknęłam je za sobą. Od razu podbiegłam do szafy, wyjmując z niej ciemne rurki, top i skórzaną kurtkę, by nie zamarznąć w tych kamiennych murach. Na dworze panuje kilka stopni na minusie, więc lepiej ubrać coś cieplejszego, a że nienawidzę swetrów, kurtka jest najlepszym pomysłem na tę chwilę. Założyłam jeszcze czarne botki na obcasie, po czym usiadłam na łóżku, opierając się o poduszki i zaczęłam sprawdzać facebooka. W końcu trzeba być na bieżąco, prawda?
Po skomentowaniu i polajkowaniu zdjęć i postów znajomych schowałam telefon do kieszeni. Już miałam iść włączyć stereo, gdyby nie pukanie w okno.
Znowu gołębie? - pomyślałam, krzywiąc się na samą myśl o tych istotach.
Lecz gdy tylko się odwróciłam, uśmiech wkradł się na moją twarz.
- Nie mogłeś wejść drzwiami? - spytałam po otworzeniu okna i wpuszczeniu chłopaka do środka.
- Tak jest oryginalnie - zaśmiał się i przyciągnął mnie bliżej siebie, złączając nasze usta w pocałunku.
- Boję się ciebie stracić - odrzekł, przykładając swoje czoło do mojego.
- Nigdzie się nie wybieram - obrócił mną delikatnie, dzięki czemu stałam tyłem do niego, lecz nadal byłam przyciśnięta do jego ciała.
- Nikt nigdy nie liczył się dla mnie tak jak ty. Jesteś powodem, dla którego mam ochotę wstać rano, bo wiem, że gdzieś tam na mnie czekasz. Zapamiętaj to.
Zapadła cisza, a my kołysaliśmy się w rytm muzyki, która grała tylko i wyłącznie w naszych głowach.
- Pamiętasz, jak kiedyś ci powiedziałam, że jesteś jedyną osobą, która mnie tak mocno wkurwia? - spytałam, przerywając błogą ciszę.
- Pamiętam.
- Teraz jest tak samo. Tyle że teraz wkurwiasz mnie tylko wtedy, kiedy nie ma cię obok mnie. Kiedy nie wiem, co robisz, gdzie i z kim jesteś. I kiedy nie jestem pewna, czy rzeczywiście jesteśmy ze sobą szczęśliwi. Tylko wtedy.
I kolejna cisza, której tak bardzo nie lubiłam. To dziwne uczucie, przeszywające moje ciało na wylot. Błoga cisza, zero dźwięków. Tylko ciche tykanie zegara i śpiew ptaków.
Niewinność.
Urok.
Zaklęcie.
Cisza...
Byliśmy sami, wtuleni w siebie. Lekko kołysaliśmy się na boki. Wreszcie ułożył dłoń na moim podbródku, uniósł go lekko w górę, dzięki czemu byłam zmuszona na niego spojrzeć. Jego oczy były piękne. Pojawiały się w nich iskierki, które za chwilę miały zniknąć, rozpłynąć się. Słońce odbijało się w jego źrenicach sprawiając, że zmniejszały się kilkakrotnie, powodując u niego lekki ból głowy. Zbliżył się do mnie, lekko nachylił i pocałował. Prosto w usta.
Sprawił, że poczułam się bezpieczna.
W końcu bezpieczna.
Szkoda tylko, że to nie mogło trwać wieczność.
Świadomość, że niedługo znów będziemy tylko wpatrzeni w siebie nawzajem wcale mnie nie zadowalała.
To tak, jakbyś miał zdecydować, czy chcesz żyć i cały czas łkać łzy, czy umrzeć i już na zawsze być szczęśliwym.
To się dopełnia, aż za bardzo.
A ty nie potrafiłbyś zadecydować, bo wiedziałbyś, że jednym, czy drugim zranisz albo siebie, albo kogoś.
To boli.
Rani.
Ale później znów pojawia się ta iskierka radości, nadziei, że przy tobie jest ktoś, kto kocha cię mimo twoich wszystkich wad.
I tylko to sprawia, że na nowo chce ci się żyć. Budzić się z uśmiechem na twarzy. Nie zwracać uwagi na to, czy dzisiaj jest poniedziałek, czy sobota.
Po prostu żyjesz. Nie przejmujesz się niczym. Żyjesz, oddychasz.
I krwawisz, cicho żyjąc.
Albo żyjesz, cicho krwawiąc.
I wiesz, że bez względu na to, co wybierzesz, ta osoba ci pomoże i będzie z tobą już na zawsze. Czy tego chcesz, czy nie...
- Clary, słuchasz mnie?
- C-co? - zatopiona w własnych myślach, które nawet nie wiem, czy mają jakikolwiek sens, skupiłam się na jego posturze.
- Słuchałaś, co do ciebie mówiłem?
- Tak, jasne. Ale dla pewności... mógłbyś powtórzyć?
Westchnął, krzyżując ręce na piersi.
- Myślałem nad tym, czy miałabyś ochotę wyskoczyć dzisiaj wieczorem do kawiarni. To jak?
- J-jasne - odwróciłam się tyłem do niego, masując prawą rękę.
- Wszystko ok? - podszedł bliżej, kładąc swoje ręce na moich biodrach, przyciągając mnie do siebie.
- Tak, jestem tylko lekko zaskoczona.
- Czym? Propozycją wspólnej kolacji? - zaśmiał się.
- Zwykle to nie jest w twoim typie. Jeśli dobrze pamiętam, każdą laskę, którą zabierałeś na randki, zaciągałeś w chuj daleko, koło ruin kościoła, by zapalić z nią fajkę.
- Ty jesteś inna, mówiłem ci.
- I dla tej 'innej' jesteś gotowy zmienić swoją osobowość?
- Jestem gotów zrobić dla ciebie wszystko, Clary - jego ton głosu brzmiał bardzo poważnie. Nie wyczuwałam w nim żadnego sarkazmu, smutku, czy choćby radości.Tylko zwykła powaga, która występowała u niego tylko w wyjątkowych przypadkach.
- Udowodnij.
- Kurwa, co mam zrobić, żeby ci to udowodnić? Wypić jakąś cholerną truciznę, skoczyć z wieżowca, wynająć samolot, który utworzy napis na niebie "Kocham cię, Clary", a może wykupić wszystkie pluszowe misie z całego świata, by później ułożyć je w kształcie serca na jakimś zajebanym polu?
- A może wystarczy zwykłe "Kocham cię" lub najnormalniejszy w świecie pocałunek? - również podniosłam głos.
Zobaczyłam, jak jego szczęka się zaciska, a ręce formują się w pięści, które zaraz mogłyby coś zepsuć, rozbić, czy po prostu rozjebać.
Podszedł szybkim krokiem bliżej, wpajając się w moje usta z czystą namiętnością. Jego ręce powędrowały na moje uda, unosząc je lekko w górę. Podskoczyłam lekko, oplatając swoje nogi dookoła jego talii, następnie bawiąc się jego lwią grzywą. Oddychaliśmy ciężko, głęboko. Czułam, że zaraz dosłownie coś we mnie wybuchnie, jeśli natychmiast tego nie przerwiemy.
Ale ani ja, ani on nie chcieliśmy tego kończyć.
- Kocham cię, idiotko. Najbardziej na świecie - powiedział, po czym znów złączył nasze usta w pocałunku.
Czysta namiętność, dzięki której nie mogliśmy złapać tego samego rytmu. Czułam lekkie kąsanie na dolnej wardze, które sprawiało, że coś się we mnie gotowało.
W końcu zabrakło nam oddechu. Odsunęliśmy się od siebie, patrząc sobie prosto w oczy i cicho chichocząc.
Usłyszałam ciche skrzypienie drzwi, jakby same z siebie się otworzyły. Odwróciłam się w ich kierunku, zatrzymując swój wzrok na Simonie stojącym w progu. Miał lekko otwarte usta, a jego oczy błądziły po pokoju, zatrzymując się w końcu na mnie.
- Simon - wyszeptałam. Gdy już chciałam podejść do przyjaciela, ten zniknął mi z oczu.
- Chyba nie był to dla niego najlepszy widok - powiedział Jace. Szybko wyswobodziłam się z jego objęć, biegnąc później za chłopakiem.
- Clary! - krzyknął za mną blondyn, ale ja już byłam za drzwiami. Słyszałam tylko głośne pukanie i wulgaryzmy, jakby próbował się wyżyć na przedmiotach nieożywionych.
Dotarłam do holu, gdzie poczułam lekki powiem.
- Simon - jęknęłam, gdy zauważyłam otwarte na oścież drzwi.

Perspektywa Jace'a:
- Czyli z kolacji nici... - powiedziałem sam do siebie, zrezygnowany i lekko zdenerwowany reakcją Clary. Zachowała się tak, jakby nie potrafiła wybrać pomiędzy nami.
Po chwili usłyszałem ponowne skrzypienie,a w progu ujrzałem rudowłosą.
- Wyjaśniłaś swojemu najukochańszemu na całym świecie przyjacielowi to, co się pomiędzy nami wydarzyło?
- Jesteś zazdrosny?
- A mam być o co?
Westchnęła, kręcąc głową, a następnie siadając na łóżku.
- To nie jest dla mnie łatwe. Mieszkać pod jednym dachem z chłopakiem, który jest dla mnie wszystkim i chłopakiem, który się o mnie ubiega.
- Mhm, a którym jestem ja? Tym, co się o ciebie ubiega?
- Mówisz to tak, jakbyś nie wiedział.
- Czyli mam rację...
- Jace! - wstała, podchodząc do mnie szybkim krokiem - Nie zachowuj się tak, jakby cię to nie obchodziło. Jakby nic cię nie mogło zranić...
- Ale rani. I to nie 'coś', ale ty. Na każdym kroku, kiedy wybierasz jego, a nie mnie.
- Ale ja nikogo nie wybieram, do cholery!
- No tak, bo już wybrałaś, prawda?
- Tak! Ale ciebie, nie jego... - drugie zdanie wymówiła spokojniej, jakby ta informacja miała trafić prosto do mojego mózgu.
- Teraz ty to udowodnij.
Stanęła na palcach, muskając lekko moje usta. Pogłębiłem pocałunek, unosząc dziewczynę w górę, by mogła spokojnie opleść swoje nogi dookoła mojego torsu. Po chwili znaleźliśmy się w tej samej pozycji, zanim wszedł tutaj Simon. Nasze usta zaczęły pracować w równym tempie, a nasze oddechy stawały się coraz głębsze. W jednym momencie zszedłem nieco niżej, zostawiając wilgotne pocałunki na obojczykach dziewczyny. Odchyliła głowę do tyłu, dając mi lepszy dostęp do jej szyi. Z jej gardła zaczęły wydostawać się ciche jęki, dając mi tym samym ogromną satysfakcję. Kąciki moich ust uniosły się ku górze, kiedy zacisnęła swoje dłonie na moich ramionach.
- Wybaczone? - zaśmiała się, odgarniając swoje włosy do tyłu.
- Już dawno - dołączyłem do niej, stawiając dziewczynę na ziemi.
Poprawiła swoją koszulkę, która podwinęła się lekko do góry.
- Jest 15:00 - powiedziała, patrząc na zegar.
- Masz cztery godziny na zrobienie się na bóstwo - pocałowałem ją w nos, wychodząc następnie z jej sypialni z pytaniem w głowie: "Czy nie dałem jej zbyt dużo czasu?"

~wieczorem...
- Wychodzisz? - spytał mój parabatai, oparty o ścianę w pokoju.
- Już wróciliście - zauważyłem z uśmiechem na twarzy, poprawiając zawiązanie krawatu - Tak, z Clary.
- Zmieniłeś się, odkąd jesteście razem - podszedł bliżej, błądząc po pokoju.
- Nie wiem, o czym mówisz.
- Wydaje ci się, że ją znasz, ale tak naprawdę gówno o niej wiesz.
- O co ci, do kurwy nędzy, chodzi?
- Uśmiecha się?
- Tak, i to często.
- Tak ci się tylko zdaje.
- Przecież wiem, co widzę, kurwa, Alec!
- A jest szczęśliwa?
- W co ty grasz?
- Jest szczęśliwa? - ponowił pytanie, tym razem nieco głośniej, a na mojej twarzy pojawił się grymas.
- No tak, to oczywiste!
- Pudło. Uśmiech maskuje to, co tak naprawdę w niej siedzi.
- Czyli co?
- Przecież uważasz, że ją znasz, więc dlaczego pytasz?
Przewróciłem oczami, zapinając ostatni guzik koszuli.
- Uważaj. Nie ma runy na złamane serce - i wyszedł, zostawiając mnie samego z głową pełną myśli. Ostatnio zacząłem go nie rozumieć. Odkąd jest z Alex nie myśli nad tym, co gada.  Jest jakiś dziwny, jakby wstąpił w niego jakiś zły duch.
Taki Alec mi się nie podoba...

Perspektywa Isabelle:
Po dłuższej podróży, bo oczywiście Jia źle otworzyła portal, strasznie bolą mnie nogi. Nawet nie miałam ochoty przywitać się z Clary, więc pierwsze, co zrobiłam po dotarciu do Instytutu to szybka kąpiel i długi, przyjemny sen.

Było ciemno, a ja byłam w środku lasu. Głośne wycie wilków do pełni księżyca przyprawiało mnie o dreszcze. Biegłam, jak tylko szybko mogłam, ale dopadł mnie zanim zdążyłam skręcić w jakąś ścieżkę. Upadłam, a po chwili poczułam przeszywający ból w okolicy brzucha. Powoli zapadałam w sen, który miał mnie doprowadzić do śmierci. Obraz przede mną stawał się z każdą sekundą coraz bardziej rozmyty. Ostatnie, co zobaczyłam przed zamknięciem oczu to wysoka postać Strażnika. 

Obudziłam się cała przepocona. Był środek nocy, co mogłam poznać po blasku księżyca odbijającym się na ścianie. Zawsze, gdy byłam młodsza, lubiłam się bawić w teatrzyk cieni i gdy tylko zauważyłam jakieś światło na ścianie, podłodze, czy suficie, układałam dłonie na kształt jakiegoś zwierzątka. Wyciągnęłam ręce do przodu, złączając ze sobą kciuki, dzięki czemu powstał kształt ptaka. Poruszyłam lekko dłońmi, symbolizując lot mojego wyimaginowanego przyjaciela.
Mimowolnie kilka kropel łez spłynęło po moim policzku. Otarłam je szybko ręką, uśmiechając się później delikatnie.
Nie ma szans, żebym usnęła - pomyślałam, nadal siedząc pod kołdrą - Pozostał mi tylko facebook, youtube i komedie romantyczne, na których chuj wie dlaczego płaczę.

Perspektywa Simona:
Wybiegłem z Instytutu, udając się do Pandemonium, by utopić straty w alkoholu.
- Krwawą Mary - powiedziałem, zamawiając pierwszy lepszy drink z menu, który po chwili pojawił się na blacie barku.
- Twoje zdrowie, Clary - powiedziałem, bardziej do siebie, niż do kogoś, po czym upiłem łyk z kieliszka - A raczej szczęście.
Zamawiałem kolejno najdroższe alkoholowe napoje, bo tylko te w Pandemonium zawierają najwięcej % tego świństwa. W jakąś godzinkę, może dwie, byłem tak najebany, że mogłem iść do łóżka nawet z własną matką, ale mimo to utrzymywałem równowagę. Muzyka sprawiała, że w moim brzuchu działy się dziwne reakcje, dzięki którym w każdej chwili mogłem wylądować głową w kiblu.
- Witaj, ślicznotko - przywitałem piękną damę siedzącą na kanapie, z dala od swoich koleżanek - Co taka piękność robi tutaj zupełnie sama?
- Czekam - odparła, wstając z siedzenia - Ale chyba znalazłam już swojego księcia z bajki - przejechała swoim palcem w okolicy moich ust, zjeżdżając coraz niżej.
- Może pójdziemy na górę? - moje oczy błądziły po całym pomieszczeniu, zatrzymując się na piersiach dziewczyny. Zauważyłem, jak jej ręce kierują się na guziki koszuli, odpinając je powoli.
- Myślę, że byłby to dobry pomysł - ujęła moją dłoń, ciągnąc mnie za sobą do jednego z wolnych pokoi. Zatrzymałem się, przyciągając ją tym samym do siebie. Lewą rękę włożyłem pod jej nogi, a prawą podtrzymałem plecy, podnosząc dziewczynę w górę, na co delikatnie jęknęła. Jej długie, blond włosy ocierały się o moje gołe ramiona, wprawiając mnie w trans.
Odstawiłem Chloe, bo tak miała na imię blondynka, na łóżko, zamykając później drzwi na klucz.
- Już mi nie uciekniesz - odrzekłem, nieświadomy własnych słów.
- Nigdzie się nie wybieram - powiedziała, oblizując swoje wargi, które kusiły mnie swoim ciepłym kolorem i wielkością. Po chwili uklęknąłem przy niej, wpajając się w jej czerwone usta, kąsając co kilkanaście sekund jej dolną wargę. Ułożyła swoją dłoń na mojej szyi, drugą zaś zaczęła bawić się moimi włosami.
- Podniecasz mnie - powiedziałem między pocałunkami, na co ta opadła na poduszki, oddychając głęboko. Zaczęła sama odpinać kolejno wszystkie guziki, a potem zatrzaski spódniczki. Niedługo po tym leżała pode mną zupełnie nago, sprawiając, że nie mogłem oderwać oczu od jej seksownych krągłości. Złapałem za jej ramiona, podnosząc ją w górę i odrzucając jej włosy do tyłu, by za chwilę zacząć całować jej delikatną szyję. Odchyliła głowę do tyłu, dając mi lepszy dostęp do jej obojczyków. Wysunąłem swój język, zaczynając nim badać każdy element jej ciała.
- Jesteś piękna - powiedziałem, patrząc jej w oczy. Jej kąciki ust uniosły się ku górze, sprawiając, że wszystko zaczęło we mnie buzować. Nie panowałem nad tym, co robię. Jej w idealne w każdym calu ciało tak na mnie działało, a ja nie mogłam na to nic poradzić, że wygląda jak prawdziwa bogini seksu.
Wpoiłem się ponownie w usta dziewczyny, zamykając w ręce jej pierś, dzięki czemu jęknęła. Jej przyśpieszony oddech zdradzał, że było jej bardzo przyjemnie, a jej ręce zaciskające się na pościeli, że jeszcze nigdy nie uprawiała z nikim seksu.
Szkoda tylko, że nie mogę jej wydziedziczyć - pomyślałem, bawiąc się jej, jakby to powiedział chłopak mojej siostry, balonami.
Skończyliśmy naszą zabawę w tym momencie. Muzyka z dołu nadal dawała znać o swoim istnieniu, a my, zmuszeni jej słuchać, usnęliśmy obok siebie, okryci ciepłą kołdrą. Choć zapewne gdyby nie nasze rozpalone ciała, ta kołdra była by lodowata. Tak, jak lody z Algidy.

Perspektywa Aleca:
Leżałem na kanapie w salonie, wpatrując się w biały sufit. Jakoś nie miałem siły, ani ochoty, by pójść do swojego pokoju i położyć się spać we własnym łóżku. Wyjąłem telefon z kieszeni, słysząc ciche wibracje.
Od: Alex
Śpisz?
Szybko wystukałem na klawiaturze odpowiednie litery, wysyłając potem wiadomość.
Do: Alex
Nie. Ale zastanawia mnie, dlaczego ty też jeszcze nie śpisz?
Nie minęła minuta, a już dostałem kolejną wiadomość od dziewczyny.
Od: Alex
Boję się. ONI tutaj są.
Natychmiast podniosłem się z kanapy i skierowałem do sali treningowej, by wyposażyć się w łuk, naznaczone strzały, serafickie ostrze i oczywiście kilka sztyletów w razie czego.
Gdy miałem to, czego mi było trzeba, natychmiast pobiegłem do biblioteki, by tam przejść przez portal. Otworzyłem skrzydła, odpowiednio dopasowując runy, po czym myśląc o blondynce wskoczyłem w taflę wody.
_________________________________________________________________

- Alex! - podbiegłem szybko do dziewczyny, gdy ta się potknęła - Nic ci nie jest?
- Nie. Nie - mówiła, jęcząc z bólu - Znajdź mamę, to po nią przyszli.
- A ty...
- Idź! - odpędziła mnie gestem ręki. Popatrzałem na nią jeszcze przez chwilę, po czym gotowy do walki ruszyłem w głąb sali Anioła, która tym razem wydała mi się jakoś dziwnie większa.
- Jia! - krzyknąłem, gdy zobaczyłem, jak matka mojej dziewczyny zostaje ciągnięta w stronę tylnego wyjścia przez obcych mi ludzi. Na ich mundurkach zauważyłem charakterystyczny symbol.
- Wysłannicy Valentine'a - szepnąłem, zmieniając natychmiast minę twarzy z zagubionej, na rozwścieczoną, a następnie biegnąc w kierunku kobiety.
Gdy byłem już dostatecznie blisko, sięgnąłem po sztylet i gwałtownym ruchem rzuciłem nim w napastnika.
Jeden z głowy - pomyślałem, podbiegając jeszcze bliżej.
- Alec, uważaj! - usłyszałem znajomy głos. Po chwili poczułem silny ból z tyłu głowy. Obraz przede mną stawał się coraz bardziej rozmyty, jakbym widział przez łzy. Ostatnie, co usłyszałem to głośny śmiech jednego z Nich.
Byłem w ciemnej pustce. Mogłem się poruszać, ale gdziekolwiek poszedłem, wszystko było takie same. To jak gra, która nigdy się nie kończy. A ja byłem jej głównym bohaterem...

poniedziałek, 25 stycznia 2016

[5] "W pokoju rozchodził się dźwięk naszych przyśpieszonych oddechów"

Perspektywa Clary:
- Jace, Alec proszę was, pomóżcie nam, oni zaraz przyjdą - jęknęłam widząc, jak chłopcy oglądają telewizję, kiedy ja, razem z Iz, sterczymy od samego rana w kuchni, przygotowując potrawy na stół wigilijny.
- Nie umiemy gotować - wzruszył ramionami brunet, chichocząc potem do ekranu.
- Ale nakryć do stołu raczej umiecie, prawda? - oparłam się zmęczona o blat, przecierając czoło ręką. Po otworzeniu oczu zauważyłam Jace'a przed sobą. Chłopak położył dłoń na mojej talii, wziął ode mnie kuchenny ręcznik, rzucając go potem w kąt, kładąc następnie obie ręce na moich biodrach i przyciągając mnie bliżej siebie.
- Jestem zajęta - powiedziałam oschle, zimno, i odwróciłam się z powrotem do piekarnika.
- Kiedy przyjdzie ta twoja koleżanka? - spytał, kierując się za mną, kiedy przeszłam do salonu.
- Masz na myśli dziewczynę Aleca? - wymówiłam to na tyle głośno, by brunet to usłyszał.
Udało mi się zobaczyć, jak zaciska szczękę i ręce w pięści, starając się wymusić później uśmiech.
Wypuściłam powietrze z ust, patrząc na zegarek.
- Za jakieś piętnaście minut powinna być, dlatego proszę was, weźcie te pieprzone talerze i poukładajcie je na stole - wcisnęłam w ręce chłopców zestaw świeżo wyjętych z szafki, porcelanowych naczyń.
- Skoro musimy - jęknęli i wzięli się do roboty, kiedy ja dokończałam ostatnie danie.
- Iz, wyciągnij ciasto z kuchenki, dobrze?
Dziewczyna skinęła głową, zakładając materiałowe rękawice, by przypadkiem się nie oparzyć.
- Dzięki - powiedziałam, gdy piernik pojawił się na jednym z wolnych blatów.
Coś czuję, że będzie to jedna z najbardziej stresujących Wigilii, na jakich miałam okazję tutaj być. Alec niedawno poznał jakąś niezłą laskę, a przynajmniej w taki sposób się nią chwalił.
Jest o kilka miesięcy starsza ode mnie, ale dzięki jej wzrostowi mogłabym przysiąc, że ma jakieś 19 lat. Z tego, co powiedział mi mój przyjaciel, poznałyśmy się w jednej z uczelni, do której uczęszczałam zanim trafiłam do Instytutu. Nie pamiętam, żebym poznała tam jakąś Alex, ale dziś będę miała taką okazję.
Wyłączyłam każdy palnik, kiedy wszystkie potrawy były już gotowe. Przekalkulowałam w głowie ile czasu pozostało do przyjścia gości, biegnąc razem z Iz na górę. Włożyłam na siebie, wcześniej przygotowaną, białą sukienkę, Izzy granatową. Usiadłam przy toaletce, rozpuszczając swoje włosy, które do tej pory miałam spięte w koka na czubku głowy. Rozczesałam je, zostawiając naturalnie proste. Kończyłam swój makijaż, kiedy w domu rozszedł się dźwięk dzwonka do drzwi.
- Jace, otwórz!
-Alec, otwórz!
Zaczęłyśmy mówić w tym samym momencie, śmiejąc się później i z naszych słów, i z naszego głupiego zachowania.
Założyłyśmy obie nasze czarne szpilki na dość wysokim obcasie, by choć trochę dorównywać wzrostowi Alex.
Kiedy w Instytucie ponownie rozbrzmiała melodyjka, wyszłam na korytarz, napotykając rozgorączkowanego Jace'a wbiegającego do góry.
- Ty otwórz, ja się muszę przebrać! - nim zdążyłam o cokolwiek spytać, ten wbiegł do pokoju, zamykając za sobą drzwi.
Pokręciłam poirytowana głową, schodząc powoli po schodach. Ostatni raz pogładziłam swoją sukienkę ręką, naciskając na klamkę.
- Cześć, a właściwie dobry wieczór - moim oczom ukazała się wysoka blondynka. Uśmiechnięta od ucha do ucha machała mi swoją delikatną dłonią. Zaprosiłam ją gestem do środka, przedstawiając się po chwili z wyciągniętą ręką.
- Clary.
- Alex.
Wyglądała uroczo. Miała na sobie czerwoną sukienkę z białymi elementami, czapkę Mikołaja na głowie, buty na płaskiej podeszwie, by pewnie nie przypominać żyrafy i pozłacaną biżuterię. Jej blada cera idealnie komponowała się z długimi, blond włosami i niebieskimi oczami. Gdybym spotkała ją gdzieś na ulicy pomyślałabym, że jest jakąś boginią seksu, czy coś w tym stylu, ale jej zachowanie odbiega od tej roli. Widać, że pochodzi z eleganckiej, a na pewno z dobrze wychowanej rodziny. Jej akcent brzmi, jakby pochodziła z Walii, a tam faktycznie mieszkają szlacheckie rodziny. Ale nie mi to oceniać...
- Gdzie jest reszta? - spytała, siadając na kanapie.
- Szykują się - odpowiedziała Iz, która właśnie weszła do salonu.
- Jestem Isabelle, ale możesz mówić mi Izzy lub Iz, jak wolisz - zaśmiała się, podając rękę dziewczynie.
- Alex. A więc to ty jesteś siostrą Aleca.
Nagle przypomniało mi się, kiedy za młodu razem z rodzicami jeździliśmy w różne strony świata na Wigilię do wujków, cioci i dziadków. Jedna z moich babć zawsze musiała spytać "Och, a więc to ty jesteś Clary, córka Jocelyn. Aleś ty wyrosła!"
Tak, jestem córką Jocelyn, ale nie lubię się do tego przyznawać. Kocham moją matkę, ale nie znałam jej zbyt dobrze. Zmarła, kiedy miałam kilka miesięcy, ojciec mówił, że to przez zmianę klimatu, ale trudno mi w to uwierzyć po tylu opowieściach z nim w roli głównej.
Valentine, twórca Kręgu, najgorszy z najgorszych, jeden z najlepszych Nocnych Łowów. Dzięki, że mnie wychowałeś tak, że mnie też za taką uważają.
Mam tylko nadzieję, że jeśli Clave mnie pozna, nie będzie zadawało zbędnych pytań, a już zwłaszcza o moich rodzicach.
- Hej - moje rozmyślenia przerwał Alec, który natychmiast podszedł do blondynki i pocałował ją w... policzek. A byłam pewna, że w usta, cholera jasna! Zresztą nie tylko ja na to czekałam, po zdziwionej minie Iz mogłam również się tego domyślić.
- Czekamy jeszcze na kogoś? - spytał Jace, podchodząc do mnie od tyłu i muskając moją odsłoniętą szyję.
- A spodziewasz się jeszcze innych gości?
- Prócz Simona, nie.
- Właśnie, gdzie jest Simon? - spytałam, rozglądając się nerwowo dookoła.
- Spokojnie - ułożył swoje dłonie po obu stronach mojej twarzy, zmuszając mnie do spojrzenia na niego - Nie przyjdzie zbyt prędko, chciał wpierw wpaść do matki i siostry.
No tak, w końcu są Święta. Alec, razem z Iz, wybierają się po kolacji do Idrisu, by spędzić resztę dnia z rodzicami.
- Clary, wiem, co czujesz - powiedział, przytulając mnie do siebie, kiedy ja zaczęłam niespodziewanie płakać. Minęło tyle lat, odkąd zmuszona jestem do samotnego zwiedzania świata i odkrywania jego pieprzonych zakątków. Zresztą...nie tylko ja. On też. I właśnie dlatego na niego nie krzyczę, kiedy mówi, że 'wie, co czuję'.
- Już ok, już ok - odsunęłam się od niego, wycierając opuszkami palców załzawione oczy.
- Nawet nie wiesz, jak ślicznie twoje małe gwiazdeczki błyszczą teraz w świetle lamp - spojrzałam na niego pytająco - Oczy. Ślicznie teraz się iskrzą.
Uśmiechnął się czarująco, a ja, lekko zaczerwieniona, złączyłam nasze usta w delikatnym pocałunku.
- Pocałunek? A gdzie jemioła? - zaśmiał się, a ja do niego dołączyłam.
Ten chłopak rozbawia mnie nawet wtedy, kiedy mam ochotę ukryć się przed całym światem, pobyć po prostu sama i popłakać w poduszkę.
_________________________________________________________________

W miłej atmosferze skończyliśmy jeść. Złożyłam wszystkie puste talerze na jedną kupkę, by później z łatwością móc je zanieść do kuchni.
- To my się będziemy już zbierać - powiedział Alec, obejmując ramieniem Alex.
Idealnie się dobrali, jeśli chodzi o imię. Alexandra, Alexander - czyż to nie jest urocze?
Pożegnałam się z wszystkimi z osobna, zamykając za nimi drzwi.
- Co powiesz na małe 'co nieco'? - uniósł jedną brew w górę, przybierając minę pedofila. Gdybym go nie znała, uznałabym go za gwałciciela małych dzieci i uciekła, ale zamiast tego szturchnęłam go w ramię.
Po chwili poczułam wibracje w kieszeni. Spojrzałam na ekran telefonu, czytając w myśli wiadomość.
Od: Izzy
Dlaczego mi nie powiedziałaś, że jesteś z Jace'em?
O kurwa, to brzmi zbyt poważnie, gdzie są emotikony, Izzy?
Do: Izzy
Jakoś nie było okazji, sorry. 
Wiadomość wysłana, a ja byłam pełna nadziei, że nie będę musiała opisywać jej wszystkich szczegółów przez telefon. Odłożyłam go na półkę, podchodząc znów do blondyna.
- Jeśli myślisz o tym samym co ja, to bardzo chętnie.
- Naprawdę?
- Tak! Wiesz, gdzie jest kuchnia, dlatego bierz te talerze i włóż je do zmywarki. Och, kochanie, dziękuję, że chcesz mnie wyręczyć - pocałowałam go w policzek, śmiejąc się później wniebogłosy. Jak ja kocham przekształcać myśli innych przeciwko nim.

Perspektywa Jace'a: młodszym czytelnikom radzę ominąć tę perspektywę 8)
Po zmywaniu wszystkich brudnych naczyń zawiązałem rudowłosej oczy i zaprowadziłem ją na piętro.
- Okej, możesz ściągnąć bandanę - powiedziałem po otworzeniu drzwi sypialni.
- O. Mój.Boże - rzekła, podkreślając każde słowo - A z jakiej to okazji?
Pokój oświetlały tylko zapalone świeczki, na kołdrze porozrzucane były czerwone płatki róż. Całość dopełniała cicha muzyka grająca w stereo.
- Nasza miesięcznica.
- Pamiętałeś - nie brzmiało to jak pytanie, bardziej jak stwierdzenie, dlatego nie zamierzałem odpowiadać.
Porwałem ją w ramiona, delikatnie muskając jej usta. Zapach mango mieszał się z jej dezodorantem, podniecając mnie tak samo mocno, jakby przygryzła wargę.
Położyłem ją na łóżku, wpajając się w jej lekko czerwone wargi. W jednej chwili znalazłem zamek jej sukienki, powoli zsuwając go w dół, patrząc jednocześnie w jej oczy.
- Mogę? - spytałem cicho, nie chcąc robić nic bez jej zgody. Odpowiedziała mi skinieniem głowy, więc kontynuowałem odpinanie suwaka. Obserwowałem, jak ramiączka sukienki opadają na ramiona Clary. Przywarłem do jej ciała, jeszcze raz całując ją w usta, tym razem dłużej.
Przeniosłem ręce na jej nagie udo, delikatnie podciągając sukienkę w górę. Nie musiałem wykonywać żadnego ruchu, gdyż dziewczyna sama oplotła swoją nogą moje biodro. Ręce Clary wsunęły się pod moją koszulkę, powodując, że przez moje ciało przeszły przyjemne prądy. Jeździła nimi po moim torsie, badając każdy jego centymetr. Zagryzłem jej wargę, ciągnąc ją delikatnie w swoją stronę. Odsunąłem się od niej kawałek, by mogła całkowicie zdjąć ze mnie koszulkę, która w mgnieniu oka wylądowała na podłodze. Zacząłem składać pojedyncze pocałunki na jej szyi, ustach i policzku.
Podwijałem delikatnie i powoli jej sukienkę, dotykając brzucha, na co mięśnie dziewczyny się lekko spięły, a następnie rozluźniły. Spodziewałem się jej sprzeciwu, jednak zdziwiłem się, gdy nie usłyszałem żadnego słowa z jej pięknych ust. Uniosłem głowę, spoglądając na jej twarz, na której widziałem zupełną powagę. Jej ciało podniosło się delikatnie, wyciągając ręce do góry, bym mógł całkiem pozbyć się jej białej sukienki. Rozszerzyłem bardziej oczy, widząc że zachodzimy coraz dalej. Oblizałem usta, delikatnie przeciągając ubranie przez jej głowę i rzucając gdzieś w bok. Clary znów opadła na poduszki, nie spuszczając ze mnie wzroku. Nabrałem gwałtownie powietrza do ust, zdając sobie sprawę z tego, że leży pode mną w samej bieliźnie. Nachyliłem się ku niej, muskając jej usta, a następnie szyję. Wysunąłem delikatnie język, kreśląc różne wzorki na jej rozgrzanej skórze. Zacząłem schodzić coraz niżej, składając mokre pocałunki na jej obojczykach i ramionach. Wsunąłem rękę pod jej plecy, dotykając zapięcia od stanika. Uniosłem głowę, spoglądając na dziewczynę, nie chcąc robić nic bez jej pozwolenia. Patrzyła na mnie chwilę, widocznie się wahając.
- Spokojnie - szepnąłem - Nie zrobię ci krzywdy.
Skinęła głową, dając mi pozwolenie na ściągnięcie swojego biustonosza. Poruszyłem sprawnie palcami, rozprawiając się z zapięciem. Zagryzłem wargę, zsuwając z niej górną część bielizny. Poczułem jak ciało dziewczyny się napina, a ręce wędrują do klatki piersiowej, by się w jakiś sposób osłonić.
- Zostaw, jesteś idealna - złapałem za jej ręce, nie dając jej nawet takiej możliwości.
W jej oczach kryła się niepewność, ale wiedziałem, że nie chciała kończyć. Wróciłem ustami do jej obojczyków, przejeżdżając też palcami po jej nagich plecach, sprawiając, że wygięła je w łuk. Wszystko zaczęło we mnie buzować. Byłem napięty do granic możliwości. Przesunąłem lewa ręką po talii dziewczyny w górę, obserwując jej doznania. Poczułem jak przez jej ciało przechodzą mocne dreszcze, spowodowane moim dotykiem. Zamruczałem, kiedy ręce dziewczyny przeniosły się na moje dresy. To było niesamowite uczucie, wiedzieć że jestem pierwszym, który może dotknąć jej ciała w ten sposób i sprawić, że będzie czuła się dobrze. Zahaczyłem ręką o jej majtki, zsuwając je kawałek po jednej stronie. Moje usta zaczęły przenosić się jeszcze niżej, zostawiając ślady śliny na jej brzuchu. Jej ręka puściła gwałtownie gumkę moich spodni, czując że jestem coraz bliżej jej strefy intymnej. Podniosłem głowę, by zobaczyć jej reakcje. Jej usta były rozchylone, a oczy przepełnione przyjemnością wymieszaną ze strachem.
- Mówiłem, że nie zrobię ci krzywdy - zapewniłem drugi raz całując ją delikatnie w nos.
Patrzyła na mnie z przestraszonym wyrazem twarzy, co sprawiło że się skrzywiłem. Podciągnąłem się do góry, by być na równi z jej twarzą, jak i oczami, które odgrywały tutaj dużą rolę.
- Ufasz mi? - szepnąłem, a ta skinęła głową, lecz było to słabo widoczne - Ufasz mi? - ponowiłem pytanie, tym razem mówiąc to nieco głośniej.
- Tak - wychrypiała drżącym głosem, który wywołały u niej emocje. Uśmiechnąłem się szeroko, przejeżdżając ręką po jej policzku.
- Rób to, co ci mówię, dobrze? - wymruczałem do jej ucha, przygryzając lekko jego płatek, na co pokiwała głową - Zamknij oczy. Dzięki temu twoje zmysły będą jeszcze bardziej wrażliwe i otwarte, a ty uzyskasz z tego jeszcze większą przyjemność.
Wykonała moje polecenie, zmykając powoli swoje oczy. Zacząłem ponownie zsuwać się na dół,  przy okazji przejeżdżając językiem po jej nabrzmiałym sutku. Złapałem za materiał jej majtek, po obu stronach bioder, zaczynając je powoli ściągać. Rzuciłem je niedbale na podłogę, nie przywiązując do tego większej uwagi. Z moich ust wydostał się cichy jęk, kiedy miałem przed sobą jej nagie, idealne w każdym calu ciało. Seks nie jest dla mnie nowością, ale uprawiając go z dziewczynami, które miały w sobie więcej penisów niż lat, to nie jest to samo. Teraz mam pewność, że Clary jest dziewicą. Podniecało mnie to, że jest zupełnie czysta i niedoświadczona.
Położyłem rękę na jej udzie. Słyszałem jej płytki oddech, co oznaczało, że domyśliła się, co ma zrobić. Jej nogi zaczęły się rozsuwać w wolnym tempie. Ułożyłem ręce na jej biodrach, masując je delikatnie. Zniżyłem się do granic możliwości, niespodziewanie przejeżdżając językiem po jej kobiecości. Usta dziewczyny gwałtowanie się rozchyliły, a ręce zacisnęły na pościeli. Czułem ogromną dumę, że wywołuje u niej taki stan, a zwłaszcza, że wywołuję go pierwszy. Powtórzyłem czynność kilka razy w zwolnionym tempie. Słyszałem jak jej oddech robi się coraz cięższy, a z ust wydobywają się coraz głośniejsze jęki.
Wypchnęła biodra do przodu, by poczuć wszystko dwa razy silniej. Czułem, że jeśli zaraz nie przejdziemy do rzeczy, skończę zanim cokolwiek zacznę. Przejechałem kolejne kilka razy językiem, wzdłuż jej miejsca intymnego, następnie całkowicie odrywając się od niej. Złapałem za jej rękę, przysuwając do swojego nabrzmiałego do granic możliwości krocza.
- Wiesz, co się stanie, jeśli zaraz tego nie zrobimy.
Oczy dziewczyny otworzyły się szeroko, czując pod ręką ogromne wybrzuszenie. Zsunąłem z siebie w szybkim tempie dresy i bokserki. Oczy Clary wędrowały po każdym zakamarku pokoju, zatrzymując się na mojej męskości i nabierając więcej powietrza do ust. Przechyliłem się, sięgając do półki po prezerwatywę i rozrywając opakowanie zębami. Nałożyłem ją szybkim ruchem, czując na sobie spojrzenie dziewczyny. Pochyliłem się nad nią, spoglądając w jej oczy. Odgarnąłem kosmyki włosów opadających na jej twarz za ucho.
- Gotowa? - mruknąłem, muskając jej usta. Kiwnęła powoli głową, dając mi pozwolenie - Jesteś tego absolutnie pewna? - szepnąłem, nie chcąc robić nic co sprawi że ją skrzywdzę. Poczułem jak jej nogi rozszerzają się jeszcze bardziej, dając mi do niej lepszy dostęp. Uśmiechnąłem się szeroko, całując ją w usta, kładąc wcześniej dłoń na jej policzek. Jej ręce przeniosły się na moje plecy, kiedy zacząłem się w nią powoli wsuwać. Robiłem to naprawdę powoli, ciągle patrząc w jej oczy, by móc zauważyć w nich jej odczucia. Na jej twarzy pojawił się grymas, kiedy pchnąłem nieco mocniej. Zatrzymałem się na chwilę, znów kładąc dłoń na jej policzku.
- Wybacz, nie chciałem, żeby cię zabolało - szepnąłem, czując się źle z tym, że jest jej nieprzyjemnie.
- Dalej - sapnęła, zaciskając mocniej ręce na moich ramionach. Wykonałem jej polecenie, zaczynając wsuwać się jeszcze głębiej. Wycofałem się delikatnie do tyłu, aby zaraz ponownie napierać biodrami do przodu. Z twarzy dziewczyny zaczęły schodzić wszelkie oznaki bólu, a na jego miejsce wchodził cień przyjemności. Odchyliła głowę do tyłu, czując jak moje pchnięcia stają się coraz bardziej zdecydowane. Przeniosłem usta na jej szyję, ssąc ją pomiędzy cichymi warknięciami, które wydostawały się z moich ust. Ręce Clary błądziły po moich plecach, zostawiając na nich delikatne ślady paznokci. Z jej ust wydostawały się coraz głośniejsze jęki, co tylko jeszcze bardziej mnie nakręcało. Jej biodra zaczęły pracować razem z moimi, w równym rytmie i tempie. W pokoju rozchodził się dźwięk naszych przyśpieszonych oddechów, przeplatanych z coraz częstszymi jęknięciami dziewczyny, powodując u mnie falę gorąca.
- Kurwa kocham Cię, dziewczyno - warknąłem przez zęby, czując ogromną przyjemność. Przysunąłem się jeszcze bliżej niej, złączając nasze usta w namiętnym pocałunku.
Po chwili oboje opadliśmy na poduszki, oddychając głęboko.
Po krótkim wymienieniu zdań położyliśmy się obok siebie, a ja z głową pełną różnych myśli zamknąłem oczy i dałem się wciągnąć do krainy snów.

Perspektywa Isabelle:
Po skończonej kolacji postanowiłam przejść się trochę po mieście. W końcu to nie jest Nowy Jork, to Idris. Miasto, w którym nie ma galerii, burdeli i klubów. Tu są tylko małe, pojedyncze sklepiki z bronią, biżuterią i... jedzeniem.
- Dzień dobry, chciałabym zamówić kebaba - oznajmiłam, opierając się na łokciu o blat barku.
- Ce?
Kurwa, wszędzie ci pieprzeni Rumuni.
- Och, nieważne - odrzekłam, choć wiedziałam, że mnie nie zrozumie.
I poszłam dalej, w kierunku lasu, a tym samym Jeziora Lyn.
Przyznam, że tafla wody była wyjątkowo jasna i delikatna, aż chciałoby się jej dotknąć i popsuć równomierne prądy.
- Dobra večer, lijepa dama - powiedział wysoki, przystojny mężczyzna, kładąc dłoń na moim ramieniu. Kurwa, kolejny obcokrajowiec, po jakiemu on gada?
- Ich keine mówić w twój language - odrzekłam różną mieszanką języków.
Wiedziałam, że ten wieczór od początku będzie skazany na niepowodzenie.
I ominęłam chłopaka, nim zdążył powiedzieć cokolwiek, kierując się do posiadłości Lightwoodów.
_________________________________________________________________

- Hej, już wracasz?
- Idziecie do miasta?
I znów zaczynam mówić w tym momencie, kiedy inna osoba również rozpoczyna zdanie...
- Tak, jakoś...
- Tak tylko...
Alec skinął głową na znak, bym zaczęła mówić pierwsza.
- Jeśli idziecie do miasta to z góry mówię, że nie podchodźcie do żadnych bazarków, jak nie znacie innych języków. Spotkałam się już z jednym Rumunem i chyba Chorwatem, który swoją drogą był bardzo przystojny, ale... w zasadzie po co ja wam to mówię?
- Nie mamy zamiaru iść po kebaba, tak jak zapewne ty to zrobiłaś - zaśmiał się.
Hej, skąd on to wiedział? To jest tak bardzo oczywiste, że jak jestem w Idrisie to koniecznie muszę skosztować kebaba?
- Nie chcę wiedzieć, skąd masz tą kłamliwą informację.
- O, a więc uważasz, że to nieprawda?
- Nie, nie, byłam po kebaba, ale... a zresztą. Szerokiej drogi.
Długo nasłuchiwałam, jak śmieją się i chichoczą właśnie ze mnie.
Posiadanie starszego brata, która zna cię lepiej niż ty sama jest okropne...

Perspektywa Aleca:
Spacerowałem razem z Alex przy pobliskim molo, gdzie w zasadzie zatrzymaliśmy się na mały odpoczynek.
- Alec, wiem, że to trochę głupio zabrzmi, ale czy ty... czy uprawiałeś kiedyś... no wiesz.
Podejrzewałem, że to jej wzorowe wychowanie nie pozwalało jej na wymówienie tego słowa.
- Ogródek? No jasne! - zaśmiałem się, choć wiedziałem, że nie o to pytała.
- Mówię poważnie... - choć przedtem się śmiała, teraz była całkiem poważna.
- Ja też.
I tak siedzieliśmy na ławce, obserwując małe kaczki. Objąłem dziewczynę ramieniem, na co ta położyła głowę na moim barku. Blask księżyca odbijał się nie tylko w tafli wody, ale i też w jej pięknych, niebieskich oczach.
Moi rodzice od razu zaakceptowali Alex. Być może uważali, że po ślubie majątek jej rodziny w jakiejś części przejdzie i na nich?
- Piękna noc - oświadczyła, patrząc prosto w moje oczy.
- Jak ty - uśmiechnąłem się delikatnie, nachylając się ku niej i w ten sposób złączając nasze usta w pocałunku.

*przekleństwa użyte w rozdziale są konieczne ze względu na fabułę i charakter bohaterów*
*perspektywa Simona usunięta celowo - rozdział byłby za długi, a on i tak nie opowiedziałby nam o niczym ciekawym*
*zapraszam do zakładki "Bohaterowie", gdzie możecie lepiej poznać dziewczynę Aleca*
Pamiętajcie, by zostawić po sobie jakiś miły ślad, żebym wiedziała, czy na pewno Wam się to podoba, czy są potrzebne jakieś poprawki itp. Uwierzcie, że komentarze naprawdę motywują mnie,jak i innych twórców do dalszego pisania. Jeśli nie jesteś blogerem/blogerką, nie zrozumiesz. Pozdrawiam. :)

sobota, 23 stycznia 2016

[4] "Jak długo będzie mi dane śnić, będę śnić o nim"

Perspektywa Clary:
Siedziałam na łóżku, oparta jedną ręką o poduszkę. Bacznie przypatrywałam się blondynowi siedzącemu na parapecie okna. Jego nierównomierny oddech dawał znać, że się stresuje. Moja obecność faktycznie tak na niego działa? Czy to nie powinno działać na odwrót?
W jego oczach błyszczały iskierki nadziei, że kiedykolwiek będzie mnie posiadał. Ale mnie nie można posiąść. Jestem niezależna, działam na własną rękę. Sama.
- O czym myślisz? - spytał w końcu, przerywając tą niezręczną ciszę.
- Jak ci powiem, zrobię ci niepotrzebną nadzieję.
- Zaryzykuję - jego wzrok przeszywał mnie na wylot. Robił wielką dziurę w głowie, próbując z niej odczytać, co tak naprawdę myślę.
- O tobie.
I natychmiast odwróciłam wzrok, jak na tchórza przystało. Czego, do cholery, tak się boję? To on powinien się bać odrzucenia, nie ja. On. On i tylko on.
- Miałaś rację - spojrzałam na niego, próbując wyczytać z jego oczu o co mu tak właściwie chodzi - Robisz mi nadzieje.
- Nie chcę cię ranić - powiedziałam, zastanawiając się nad tym, jak takie zdanie mogło przejść mi przez gardło.
- Nie ranisz. Pozostawiasz po sobie ślady, które zacierają ból. Mój ból.
Jesteś pewny? A może pozostawiam łzy, tam, gdzie ty odczuwasz radość?
- Okłamujesz sam siebie - wstałam i podeszłam do okna, by być bliżej niego. Sama nie wiem, czemu, po co i dlaczego. Myślę, że tego właśnie potrzebował. A ja nie chciałam,by cierpiał. A szczególnie, by cierpiał przeze mnie.
- Niedługo 10:00, trzeba się zbierać na rodzinne śniadanko - próbował wymusić uśmiech na swojej twarzy. Wyglądał na zmęczonego, miał lekko zaczerwienione oczy, które swoją drogą były podpuchnięte. Kurwa, co ja z nim robię...
- Idź, ja muszę jeszcze coś zrobić - powiedziałam stanowczo. Nim wyszedł, chciałam go jeszcze złapać za rękę, powiedzieć parę słów, by nie robił sobie zbędnych nadziei i wrócił do Alisson, którą zostawił właśnie dla mnie. Ale niestety, nim odważyłam się na jakiś ruch, jakieś słowo - ten wyszedł.
Pozostało mi tylko rozczesać moje rozczochrane włosy, związać je w niechlujnego koka, kucyka lub zostawić takie, opadające na moje chude ramiona. Nałożyłam na siebie długi sweter, pomalowałam usta bezbarwną szminką o zapachu mango i zeszłam na dół, do jadalni, gdzie za jakieś dwie minuty mieliśmy zacząć jeść.
Sama nie wiedziałam, co mnie do tego podkusiło, ale byłam gotowa na coś, nad czym zastanawiałam się naprawdę bardo długo. I dziś miałam rozpocząć, jak i zakończyć swój obrany wcześniej cel. Miałam tylko nadzieję, że nie zdążył zadzwonić już do All...
- Hej, Clary! - krzyknął Simon, machając do mnie z drugiego końca pokoju. Odpowiedziałam mu jedynie uśmiechem, idąc dalej w kierunku opartego o komodę Jace'a.
Był tak blisko, zaledwie na wyciągnięcie mojej ręki, więc szarpnęłam go za rękaw koszulki, przyciągając bliżej siebie i w tym samym czasie muskając jego spierzchnięte wargi. W jednej chwili załapał, co się właśnie dzieje i nasze usta zaczęły pracować w równym tempie. Odszukałam jego dłoń, kładąc ją później na moje biodra, a swoją ułożyłam na jego policzku. Drugą zaś zaczęłam bawić się jego blond włosami, które od dawna przypominały mi lwią grzywę. Tego nam obojgu właśnie brakowało. Chwili namiętności i spokoju po ostatnich dziwnych wydarzeniach.
Gdy zaczęło brakować mi już tlenu, odsunęłam się od niego, patrząc później w jego oczy i próbując odczytać z nich jak najwięcej towarzyszących mu odczuć i emocji. Podniecenie. Szczęście. Duma. Tak, mogłam się tego domyślić.
- Co to miało być? - powiedział bezgłośnie, ruszając jedynie ustami, których ruchy mogłam zobaczyć tylko ja. Wciąż byłam tak blisko jego ciała, że zasłaniałam jego twarz długimi, kręconymi włosami.
- Później - szepnęłam tak, by tylko on to usłyszał.
Cmoknął mnie w czubek nosa, po czym razem zasiedliśmy do stołu. Spojrzałam na zaskoczone buzie zgromadzonych, a w zasadzie na Simona, bo on jako jedyny był tutaj na czas i jako jedyny widział to całe widowisko. Zabolało mnie to, w jaki sposób się na mnie patrzył. W końcu był we mnie zakochany od przedszkola, a ja go tak bardzo zraniłam.
Już dawno dałam mu przyjąć do wiadomości to, że kiedyś w końcu taki moment nadejdzie, kiedy zobaczy mnie z innym. Traktuję go jak przyjaciela, nie mogłabym zerwać 14 lat tej wspaniałej przyjaźni. Cóż, friendzone trzeba zaakceptować...
Poczułam, jak Jace łapie moją dłoń pod stołem. Odwróciłam wzrok od Simona, spoglądając później w dół. Uśmiechnęłam się, widząc to, jak Jace bawi się moimi palcami. Był delikatny i czuły, jak nigdy.
Dopiero teraz poczułam, jak bardzo mi na nim zależy i choć wcześniej nie mogłam się do tego przyznać, robię to teraz. Wiem, być może ciężko to zrozumieć, ale ja naprawdę go kocham. I przysięgam, na Anioła, że jak długo będzie mi dane śnić, będę śnić o nim.
_________________________________________________________________

- Clary, dziś twoja kolej, by pozmywać - powiedziała Maryse i natychmiast skierowała się do swojego biura. Była wyraźnie niezadowolona z jakiegoś powodu, ale nie zamierzałam pytać się nikogo o szczegóły.
Gdy wszyscy skierowali się do swoich pokoi, zostałam sama z Jace'em w kuchni, wkładając brudne naczynia do zmywarki.
- Wyjaśnisz mi, co to było przed śniadaniem?
- Pocałunek, to chyba oczywiste, prawda?
- Tak, ale skąd u ciebie ta nagła zmiana? - spytał, łapiąc mnie za biodra i przyciągając do siebie. Odwróciłam się twarzą do niego, kładąc mu dłoń na policzku.
- Nie zadawaj zbędnych pytań, tylko się ciesz, póki jeszcze się nie rozmyśliłam - musnęłam lekko jego usta, po czym umyłam ręce i przewiesiłam mokry ręcznik przez rączkę piekarnika - Ciau! - pomachałam mu i wbiegłam na górę, zastanawiając się wkrótce, czemu za mną nie pobiegł, ale nim zaczęłam żałować tych słów, Jace pojawił się przede mną.
- Szybki jesteś - zaśmiałam się, łapiąc go za rękę i zaprowadzając do swojego pokoju.
- Simon chyba nie był zadowolony z tego, że skradłaś mi buziaka - zaczął.
- Wiedział, że kiedyś w końcu to się stanie, mógł się lepiej nastawić psychicznie - powiedziałam, lekko ironicznie i opadłam całym ciałem na miękkie łóżko. Zamknęłam oczy, czując po chwili, jak materac ugina się pod czyimś ciężarem, a następnie usta Jace'a na moich. Lekki zapach papierosów podniecał mnie do stopnia, póki nie zmieszał się ze słodkim mango, tworząc nowe, niespotykane dotąd przeze mnie połączenie. Odchyliłam głowę do tyłu, dając mu bezpośredni dostęp do mojej szyi. W jednym momencie poczułam, jak składa mokre pocałunki na moim obojczyku i w jego okolicy.
Oboje zerwaliśmy się na nogi, gdy tylko usłyszeliśmy dziwny łomot w okno.
- Pieprzone gołębie - podeszłam bliżej okna, uderzając w nie potem opuszkami palców, by wystraszyć ptaszynę. Zmrużyłam oczy ze zdenerwowania, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że ptak nadal siedzi na parapecie po drugiej stronie szyby. Użyłam mocy,widząc po chwili jak wiązka laserowa światła trafia w gołębia, spychając go potem w dół.
- Jebane ptaki...

Perspektywa Jace'a:
Po krótkiej pogawędce Clary udało się zmrużyć oczy i wpaść w objęcia Morfeusza. Jest pogrążona we śnie, a sny przemykają pod jej powiekami, powodując u niej kolejny płacz. Obudzi się z krzykiem, przecierając wilgotne od łez oczy i policzki, psując sobie doszczętnie humor. Nie chcę widzieć, jak cierpi. To najgorszy widok, kiedy jesteś zmuszony do patrzenia na swój skarb, wijący się z bólu i cierpienia. Gdybym tylko mógł, odciągnąłbym ją z dala od tych ciągłych koszmarów, ale nie potrafię. To coś w rodzaju klątwy jednego z Nocnych Łowców z Kręgu. Biedak nie mógł wychodzić poza mury Instytutu, a gdy był nieposłuszny, Clave go torturowało. Szczerze wolałbym zginąć, niż żeby Najwyższa Rada miała mnie pod kontrolą. Ich zasady stosowane na ciałach Nefilim są nie do zniesienia. Niektórzy giną na miejscu, ale kara to kara. Tych staruchów nie można do niczego przekonać. Nocnych Łowców jest coraz mniej, a oni, zamiast zakończyć swoje gówniane działania, stosują ich jeszcze więcej. A później będą narzekać, że Idris upadnie, bo demoniczne wieże nie będą mieć wystarczająco siły na utrzymanie kopuły. Im mniejsza ilość Nefilim na świecie, tym wieże mają w sobie mniej magii, by utrzymać czary chroniące stolicę przed demonami.
A chuj...i tak kiedyś wszyscy zginiemy. Przed wojną, na wojnie, a może, gdy będziemy mieć dużo szczęścia, po wojnie. Ale na to ostatnie nie liczę.
Choć nie ukrywam, że nadal w to wierzę.
Obserwowałem ją kilka godzin, jak śpi, jak blask słońca pojawia się i znika, rzucając jasne i ciemne cienie na jej twarz. Nigdy nie widziałem niczego piękniejszego. Albo widziałem, ale nie chcę się do tego przyznać.
Tyle opcji, ale tylko jedna jest prawdziwa.
A ja nie potrafię wybrać która.
Uwielbiam patrzeć, jak śpi. Jak w jej głowie toczy się wojna z każdą osobną myślą, z każdym słowem i czynem.
Chciałbym wiedzieć, o czym myśli. Chciałbym móc wkraść się do jej głowy i zobaczyć świat taki, jakim ona go widzi. Chciałbym móc zobaczyć samego siebie tak, jak ona mnie postrzega. Ale może wcale nie chcę tego widzieć. Może dzięki temu dowiem się, że tak naprawdę ona nie jest moja. Że to jest jedno wielkie kłamstwo, by tylko sprawić mi radość, tak naprawdę powodując ból.
Dyskretnie wymykam się z jej pokoju, wykonuję małe i ciche kroki, by tylko jej nie obudzić. Otwieram drzwi, ostatni raz patrząc na jej delikatną buzię i je zamykam.
I idę dalej, z głową pełną nowych myśli, które prędzej czy później sprowadzą mnie na złą drogę.
Jeśli już na niej nie stoję.

Perspektywa Izzy:
- Kurwa, Izzy - brzmiał naprawdę poważnie,nawet zbyt poważnie jak na Simona - Nawet gdybym chciał cię skrzywdzić, nie zrobiłbym tego.
- A chciałeś? - spytałam, czując jak po moim policzku spływają mokre strugi łez. Patrzałam prosto w jego oczy, ocierając wierzchem dłoni policzek.
- Żartujesz? Jasne, że nie!
Przekonywał mnie kilka dobrych minut, że nie wie, skąd wziął się w moim łóżku, a już zwłaszcza skąd jego perfumy znalazły się w mojej łazience. I choć na początku było to dla mnie trochę śmieszne, teraz mi nie jest kompletnie do śmiechu, co zresztą widać.
"Wierzę w ciebie, moje sacrum"
Tak samo, jak wierzę w jego słowa. Może i alkohol nie jest właściwym rozwiązaniem, ale to jest inny przypadek i faktycznie nasza słabość nad nami zwyciężyła.
- Jesteś w stanie o tym zapomnieć? - spytałam, całkiem nieświadomie. Z jednej strony marzyłam, by o tym zapomniał, bo nie sądzę, żeby zachował to dla siebie. Pewnie od razu poleciałby do mojego brata i wykrzyknął mu prosto w twarz "Ej, stary, przeleciałem twoją siostrę!".
Z drugiej zaś strony wolę to pamiętać, by później, w razie takiej potrzeby, móc mu to wypominać. Sprytnie obrócę to przeciwko niemu, gdy nadejdzie taka okazja.
- Tak, jeśli ty też jesteś na to gotowa.
- Czyli postanowione - wystawiłam ku niemu dłoń, którą on potem ujął. To coś w stylu prezydenckiego uścisku, chociaż ten od prezydenta chciałabym pamiętać, miałabym w sumie co opowiadać dzieciom, ale ten pierwszy... ugh. Dotykaliście kiedyś spoconej i klejącej się nie wiadomo czym ręki?
Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, odwróciłam się na pięcie i wbiegłam na górę po schodach. Gdy tylko Simon zniknął za ścianą, sztuczny uśmieszek zszedł mi z twarzy, a zastąpił go grymas. Och, Razjelu, dopomóż... kiedy on ostatnio się mył?! Śmierdzi gorzej niż najgorszy burdel, nie, żebym kiedykolwiek w nim była. A zresztą, okłamuję sama siebie.
_________________________________________________________________

Nałożyłam na siebie czarny płaszcz, założyłam wysokie, ciepłe kozaki i wyszłam z Instytutu nikomu nic nie mówiąc. To tak, jakbym uciekała z domu, ale to wygląda u mnie nieco inaczej.
Najpierw kłótnia z mamą, foch na cały świat, trzaśnięcie drzwiami i siu przez okno. Takie mission impossible...
Szłam chodnikiem, oglądając twarze przypadkowych przechodniów.
- Nosz ty szmato! - krzyknęłam, gdy wpadłam na jakąś typiarę - Myślisz, że jesteś pępkiem świata, tak?! Wpadasz sobie na ludzi, a potem idziesz z wypiętą dupą i dzióbkiem na ryju....
Darłam się jak głupia, choć ani ona, ani nikt inny tego nie słyszał, a zwłaszcza nic nie widział. Pieprzone runy... zawsze działają na moją niekorzyść. Chociaż w sumie, gdyby mnie ktoś namierzył mogłabym już dawno siedzieć w pudle, a tego bym nie chciała. Chociaż... gdyby tak się zastanowić, mają tam lepsze jedzenie niż w szpitalu, ogromną salę gimnastyczną połączoną z siłownią, gdzie wyrobiłabym sobie brzuszek...
- Ej, wracaj tu! - zaczęłam biec w stronę dziewczyny, której wcześniej naubliżałam, wymachując rękoma.
Jestem jebnięta, wiem.
Ale tylko wariaci są coś warci...

Perspektywa Simona:
"I tak mija kolejna noc na froncie,
Kiedy w końcu wstanie słońce,
Chcę, by w końcu było dobrze,
Kiedy w końcu to do Ciebie dotrze?"
Dźwięk w słuchawkach obijał mi się o uszy. Kręciłem głową w rytm muzyki, nie zdając sobie sprawy z tego, że byłem obserwowany.
- Długo tu stoisz? - natychmiast wstałem, wyjąłem słuchawki z uszu i zacząłem obserwować Clary, tym samym czekając na jej odpowiedź.
- Tylko kilka minut - uśmiechnęła się lekko, krzyżując ręce na piersi i opierając się o witrynę - Mogę wejść?
Wykonałem gest ręką, pozwalając jej wejść do środka. Zamknęła drzwi i odwróciła się ponownie w moją stronę. Zapadła cisza, która im dłużej trwa, tym bardziej zaprząta twoje myśli i nie wiesz, od czego zacząć. A potem, jak to zwykle bywa...
- Słuchaj, ja...
- Chciałam...
Zaczynacie mówić w tym samym momencie. A po chwili znowu robicie to samo.
- Przepraszam, ja tylko...
- Nie, bo ja...
Śmiejecie się, ale trzeba podjąć jakąś decyzję, prawda?
- Ok, Simon. Ty pierwszy.
- Nie, chciałem tylko cię przeprosić za moje zachowanie, nie powinienem bym tak reagować. Życzę szczęścia z Jace'em - uśmiechnąłem się mimo bólu. Czasem trzeba przełamać pierwsze lody... Tyle że to nie było takie proste.
- Dzięki - złapała się za rękę i odwróciła wzrok, jakby coś ukrywała, jakby nie chciała czegoś powiedzieć.
- A ty? Co chciałaś powiedzieć? - nie chciałem pytać, ale to było silniejsze ode mnie.
- To dziwne, ale też chciałam cię przeprosić - zaśmiała się cicho - Dawałam ci nieświadomie nadzieje, przepraszam, nie chciałam tego.
- Spójrz, myślimy dokładnie o tym samym, dopełniamy się... czy to nie jest oczywiste, że powinniśmy być razem?
- Proszę, przestań... - przybrała niepewną postawę.
Okłamujesz samą siebie - chciałem powiedzieć, lecz nie takie słowa wypowiedziałem na głos.
-  Clary, proszę... jeszcze możesz wszystko zmienić, możemy...
- Dość! - krzyknęła, wykonując gwałtowny ruch ręką, podpalając, zapewne niechcący, teren dookoła - O Boże...
Wystraszona pobiegła do łazienki, nalała wody do wielkiego wiadra i zaczęła gasić płomienie. A ja, zamiast jej pomóc, stałem jak tchórz. Jebać to, że mój pokój się pali... stój dalej i czekaj, aż odwali za ciebie całą robotę, przecież połamiesz sobie paznokietki.
- Co tak stoisz, gaś to! - krzyczała, a ja byłem zbyt sparaliżowany, by choćby poruszyć palcem.
Idiota - pomyślałem, uderzając się w czoło, kiedy Clary, cała wystraszona, odnosiła wiadro do łazienki.
- Zadowolony, tak? - krzyknęła, wymachując rękami - Po chuj mi pomagać, przecież połamię sobie moje długie pazurki! - przy ostatnim zdaniu starała się naśladować mój głos, ale wyszło,jak wyszło, czyli udało jej się wydobyć z siebie jedynie głos małej dziewczynki - Jeb się! - wyszła, trzaskając drzwiami.
Znowu pomyśleliśmy o tym samym, Clary...

Perspektywa Aleca:
- Hej, uważaj - zaśmiałem się, wpadając przypadkiem na naszą śpiącą, rudowłosą królewnę.
- Sorry - poprawiła włosy, zarzucając jeden kosmyk za ucho.
W jednej chwili na mojej twarzy zagościł grymas.
- Płakałaś? - spytałem po chwili ciszy, klękając przy niej tak, jak ojciec klęka przy swojej małej córeczce.
- Nie - otarła wierzchem dłoni oczy, starając się wymusić uśmiech.
- Mnie nie oszukasz - kąciki moich ust uniosły się ku górze - To jak? Pogadamy?
- Wybacz, ale wolę nie.
- Rozumiem - skinąłem głową.
Gdy dziewczyna zrobiła krok do przodu, chcąc zapewne ruszyć w wybraną przez siebie stronę, zatrzymałem ją, szarpiąc za rękaw jej bluzy.
- Zaczekaj... chciałem ci życzyć szczęścia na nowej drodze życia - puściłem jej oczko, śmiejąc się wniebogłosy, mając trochę nadziei, że moja radość spłynie też na nią.
Nim zdążyła odpowiedzieć, skierowałem się do sali treningowej. Ostry wycisk razem z trenerem zawsze dobrze na mnie wpływają, zwłaszcza, gdy humor mi dopisuje.
 Sam nie jestem tego pewny, ale sądzę, że to wszystko przez wiadomość, że dwójka moich przyjaciół jest razem. Może i kiedyś czułem coś do Jace'a, ale to było kiedyś. Pieprzona przeszłość, która dla mnie nie ma już najmniejszego znaczenia.
Liczę na to, że będą ze sobą szczęśliwi.
A jeśli nawet coś by się we mnie ruszyło, gdyby stare korzenie dały o sobie znać, nie będę stawał na ich drodze.
"Tak... naprawdę w to wierzysz?"
I z taką myślą, którą podpowiedziała mi moja zła strona, wziąłem do ręki sztylety i zacząłem nimi rzucać w tarczę z wiarą, że trafię 5 razy pod rząd w setkę.
I znów...
"Naprawdę w to wierzysz?"

*przekleństwa użyte w rozdziale są konieczne ze względu na fabułę i charakter bohaterów*

Pamiętajcie, by zostawić po sobie jakiś miły ślad, żebym wiedziała, czy na pewno Wam się to podoba, czy są potrzebne jakieś poprawki itp. Uwierzcie, że komentarze naprawdę motywują mnie,jak i innych twórców do dalszego pisania. Jeśli nie jesteś blogerem/blogerką, nie zrozumiesz. Pozdrawiam. :)