Perspektywa Clary:
Wszystko układało się jak należy. Porządek w pokoju, cicha muzyka w tle, spokój i miauczący kot u boku dodawały mi otuchy. Nałożyłam na siebie wełnianą narzutę i wyszłam z pokoju, zmierzając do instytuckiej kuchni. Co jak co, ale to było jedne z wielu miejsc, w których mogłam pobyć sama z swoimi myślami. A dziś miałam ich wyjątkowy dużo.
- Hej, rudzielcu! - przywitał mnie Simon, mierzwiąc moje niedawno ułożone włosy. Odpowiedziałam mu uśmiechem, choć w głębi duszy czułam do niego nienawiść. Dzisiaj ewidentnie mam zjebany humor, skoro nawet najlepsi przyjaciele sprawiają, że odechciewa mi się żyć.
- Nigdy nie widziałem cię tak wcześnie na nogach - powiedział, mając w planach zapewne rozpoczęcie rozmowy.
- Nie miałam ochoty na leżenie pod kołdrą i gapienie się w ten pęknięty sufit- spojrzałam nonszalancko w górę, po czym wstałam z krzesła i oparłam swój tyłek o biały parapet, o mało co nie strącając doniczki z nowym kwiatem Maryse. Kątem oka zauważył, jak kiwa głową, a zaraz potem, uśmiechnięty, otwiera usta, by coś powiedzieć.
- Spójrz, kto idzie - wskazał głową na ciemny korytarz, w którym chwilę później ujrzałam błyszczące, złote oczy Jace'a - Masz zamiar dziś cały dzień chodzić bez koszulki? Nie sądzę, żebyś nagle polubił ciągłe westchnięcia na twój widok od strony napalonych nastolatek.
- Morda. Na. Kłódkę - wysyczał blondyn, podkreślając wyraźnie każde słowo. Chwilę później wyjął z kieszeni dresów zapalniczkę i paczkę papierosów, którą wyciągnął w moim kierunku w geście "poczęstowania" mnie tym świństwem.
- Przecież wiesz, że nie palę - wzruszył ramionami, po czym zaciągnął się jak nigdy. Moment później poczułam odór dymu wyłaniającego się z jego ust. Nie wiem dlaczego musiał niszczyć sobie zdrowie akurat tym. Nagle Jace dziwnie się wzdrygnął, jakby coś mu się nagle przypomniało.
- Wybacz, zapomniałem, że przy dzieciach się nie pali.
- Och, spierdalaj - fuknęłam.
- Nie, nie, w tym wypadku miałem na myśli Simona - zaśmiał się, wypuszczając z ust kolejne chmury dymu - Tak, wiem, mam spierdalać, nie musisz nic mówić - i wyszedł, wciąż się śmiejąc, prawie dławiąc.
- Czyta mi w myślach, czy jak? - spytał sam siebie, lekko podnosząc kąciki ust do góry. Nie odpowiedziałam, tylko ucałowałam go w policzek na pożegnanie, po czym poszłam w ślady Jace'a i skierowałam się do pokoju Isabelle.
Perspektywa Jace'a:
To było dziwne uczucie. Przebywanie w jednym pomieszczeniu z osobą, która od niedawna mieszka w twoim sercu i z osobą, która chce ci ją odebrać. Zdaję sobie sprawę z tego, że nie pokazuję na zewnątrz tych uczuć, jakie rzeczywiście do niej żywię, ale taki jest mój charakter, a ja nie potrafię go zmienić, jeśli w ogóle chcę.
Idę korytarzem, rozglądając się dookoła. Sam nie wiedziałem, dokąd właściwie prowadzą mnie nogi, ale jak zwykle im zaufałem. Szkoda tylko, że kiedyś wpakowały mnie w takie gówno, z którego ciężko było mi wtedy wyjść. Dotarłem do biblioteki. Pamiętam, jak po śmierci ojca chowałem się między regałami przed Aleciem i Iz, gdy na polecenie Maryse musieli mnie zmusić do zjedzenia obiadu.
Dopiero teraz, stojąc w nieznanym mi miejscu uświadomiłem sobie, że wystarczy jedno, głupie wspomnienie, bym zgubił się w tych murach.
Kurwa - pomyślałem, kopiąc w ścianę i zapalając kolejnego papierosa. To już trzeci,odkąd się obudziłem...
Perspektywa Izzy:
- Wsiadam do pociągu, gdziekolwiek mnie zabierze, żałuję tylko, że Ty mnie nie odbierzesz! Nie na tą stronę spadła życia moneta, na... - codzienne fałszowanie przerwało mi skrzypienie drzwi.
- Ty i 4-letni rap? Czy Jace zdążył i ciebie zepsuć? - zaśmiała się moja rudowłosa przyjaciółka, siadając obok mnie na kanapie.
- A zepsuł jeszcze kogoś, prócz Aleca? - dołączyłam do niej, rechocząc jak jeszcze nigdy w moim młodym i pięknym, pełnym chłopaków życiu.
- Nic mi o tym nie wiadomo - powiedziała po położeniu swojej głowy na moich kolanach.
Nastąpiła chwila niezręcznej ciszy. Analizowałam w głowie każde pytanie, które miałam ochotę zadać Clary, nim wyjdzie z pokoju i zostawi mnie samą. Nie wiedziałam tylko, w jaki sposób je zadać, by nie była na mnie zła przez kolejne kilka minut.
- Pasujecie do siebie - zaczęłam.
- Kto? - spojrzała na mnie pytająco, a ja odwzajemniłam wzrok mniej więcej w stylu 'Czy ty sobie kurwa ze mnie żartujesz?' - Nie... nie, absolutnie nie. On jest... inny. Jego styl, jego słowa i zachowanie zupełnie nie współgrają z moim ideałem faceta.
- Clary, zrozum. Leonardo DiCaprio się z tobą nigdy nie umówi, więc skończ marzyć i bierz to, co masz!
- Tak, tylko że ja nic nie mam - westchnęła, rzucając swoje ciało na łóżko.
- Dwójka facetów na ciebie leci, w tym jeden od przedszkola! Dziewczyno, bierz te gorące sztuki, bo okazja, by chodzić z dwoma na raz nie zdarza się często.
- Z dwoma na raz? Skończ pierdolić! - wybuchła, rzucając we mnie poduszką.
- No wiesz, z Simonem spotykasz się we wtorki, czwartki i soboty, a z Jacem w poniedziałki, środy i piątki.
- A niedziela?
- Niedziela jest nasza, złotko - mrugnęłam do niej, jednocześnie cicho chichocząc.
Przewróciła oczami, uroczo się uśmiechając, po czym wyskoczyła przez okno. Te jej pierdolone zdolności mnie denerwują. Dlaczego ona może je mieć, a ja nie? W czym do cholery jestem gorsza?
Perspektywa Simona:
Siedziałem w kuchni, pijąc kakao i jednocześnie omawiając z Aleciem jakiś dobry i tani klub. Już 3 tygodnie nigdzie razem nie wychodziliśmy, dlatego najwyższa pora zabrać całą naszą paczkę, by się nieco zabawić. A już zwłaszcza trzeba zabrać Jace'a. Już dawno nie przylizał się do jakiejś laski.
- Pandemonium wydaje się być dobrą opcją - odrzekł Alec, przeglądając zdjęcia w laptopie.
- Czyli co? Informujemy dziewczyny i...
- I Jace'a - zawiadomił, jakbym mógł zapomnieć o najlepszym kumplu.
- I Jace'a - potwierdziłem, chichocząc pod nosem - A potem spotykamy się w holu.
- Nie zapominając oczywiście o godzinnym oczekiwaniu, aż Isabelle wyszykuje i siebie, i Clary.
- I o idealnym ułożeniu włosów Jace'a - przypomniałem, a on się uśmiechnął ze zrozumieniem.
- Tak. O tym też - zaśmiał się, a ja do niego dołączyłem.
- Czyli wychodzi na to, że musimy ubrać nasze seksowne i eleganckie garniaki jakieś 20 minut przed wyjściem? - skinął głową, ukazując przy tym swoje dołeczki w polikach. Kolejna osoba, która ma coś, czego ja nie mam. Nie dziwię się, czemu każdy pyta mnie się o to, czemu przyjaciele nazywają mnie 'życiowym przegrywem' - zarechotałem w myślach, po czym razem z Aleciem udaliśmy się do holu, gdzie nasze drogi się rozeszły.
Perspektywa Aleca:
Siedziałem w salonie, czytając pierwszą lepszą książkę, którą sięgnąłem z pobliskiej półki. Świat w niej przedstawiony był strasznie realistyczny, podobny do naszego Świata Cieni. Wampiry, Wilkołaki, istoty próbujące obronić świat i ich różniące się od siebie charaktery. Miasto miłości, zdrady. Wielki budynek, w którym skryte są najważniejsze tajemnice starszego pokolenia. Ślady, grube mury, pękające sufity są oznaką starości, ale jednocześnie męstwa, odwagi i odpowiedzialności. Dziesiątki pomieszczeń, nawet nie wiadomo do czego potrzebnych. Biblioteka, sala treningowa, ogromny salon, jadalnia i kuchnia. A w każdym z tych pokoi stała jedna osoba, rozwijająca swoje zainteresowania. Blondyni, bruneci, rudzi, szatyni. Czarne stroje i dziwne znaki na ciele. Bronie przypięte do paska spodni. I skupienie wyryte na ich twarzach. Wtem wszystko zniknęło, a miejsce pokoi zastąpiła pusta ściana z obrazem. Widziałem Anioła wychodzącego z wody. Kielich. Miecz.
I nagle zobaczyłem ciemność. Film się urwał. A ja obudziłem się przed portretem samego Razjela.
czwartek, 7 stycznia 2016
środa, 6 stycznia 2016
[0] "Ich płuca zalewały się krwią"
Środek zimy, śnieg zdążył już przyprószyć wszystkie auta. Szłam ulicą, spoglądając na twarze przypadkowych przechodniów napotkanych na swojej drodze. Wyglądali prawie normalnie, gdyby nie ich pusty wzrok skierowany na krajobraz przed nimi. Wykonywali nieświadomie polecenia Strażnika, który wykańczał ich psychicznie, nawet o tym nie wiedząc. Z każdą sekundą ich płuca zalewały się krwią, a ich było coraz mniej. Padali na ziemię, jak domino rozpadające się za jednym dotknięciem dłoni. Byli jego marionetkami, dawali Mu satysfakcję z wygranej, jak i z przegranej, co nie miało największego sensu. Ale nie mogę się w to mieszać. Nie teraz, kiedy udało mi się uciec i w końcu poczuć wolność na swojej skórze. Jego zaklęcia na mnie nie działają. To tak, jakby strzelał we mnie tysiącami pocisków, a ja bym miała na sobie taką samą liczbę kamizelek kuloodpornych.
Zaczęło się. Jego żywe marionetki ruszyły na miasto i nic już nie może ich powstrzymać. Tutaj film się urywa, a ja budzę się z krzykiem i łzami w oczach.
Kiedyś dałabym wszystko, by móc się od Niego uwolnić.
Teraz, gdy w końcu jestem wolna, dałabym wszystko, by znów tam być i uwolnić się od tych ciągłych koszmarów.
Zaczęło się. Jego żywe marionetki ruszyły na miasto i nic już nie może ich powstrzymać. Tutaj film się urywa, a ja budzę się z krzykiem i łzami w oczach.
Kiedyś dałabym wszystko, by móc się od Niego uwolnić.
Teraz, gdy w końcu jestem wolna, dałabym wszystko, by znów tam być i uwolnić się od tych ciągłych koszmarów.
Subskrybuj:
Posty (Atom)